Wyjechałyśmy z Warszawy wcześnie rano. Miasto szybko zostało za nami, a ruch wyraźnie się rozrzedził. Kierunek: Kazimierz Dolny. Naszym samochodem była Skoda Enyaq Coupe RS – elektryczna, cicha i bardzo płynna w prowadzeniu.
Wybrałyśmy trasę wzdłuż Wisły – przez Górę Kalwarię, Dęblin i Puławy. Droga prowadzi spokojnie i malowniczo, z widokami na rzekę i pola. W takich warunkach dobrze czuć charakter tego auta – przyspiesza bez szarpnięć, reaguje natychmiast, a przy tym pozwala jechać równym tempem bez zmęczenia. Dojechałyśmy w nieco ponad dwie godziny.
Kazimierz Dolny, położony w województwie lubelskim na prawym brzegu Wisły, od razu porządkuje tempo dnia. To miasteczko ma wyjątkową, niepowtarzalną atmosferę: światło odbijające się od jasnych fasad z piaskowca, liczne galerie i pracownie artystów, sklepiki z pamiątkami, przytulne kawiarnie i wszechobecne zabytki.
![]()
Nad miasteczkiem górują ruiny zamku wzniesionego w XIV wieku z inicjatywy Kazimierza Wielkiego (to na część tego króla właśnie miasto otrzymało swoją nazwę). Obok ruin stoi jeszcze starsza baszta, pamiętająca XIII wiek. Z góry zamkowej dobrze widać rynek (ze słynną na całą Polskę studnią z daszkiem krytym gontem) i układ uliczek schodzących w stronę Wisły.
Sam rynek otaczają renesansowe kamienice, w tym Kamienica pod Świętym Mikołajem i Kamienica pod Świętym Krzysztofem – bogato zdobione, charakterystyczne dla początku XVII wieku, świadczące o dawnej świetności miasta. Przed wojną Kazimierz Dolny był bowiem ważnym ośrodkiem handlu zbożem spławianym Wisłą do Gdańska. Dziś rolę handlu przejęła sztuka i turystyka. Latem miasteczko tętni życiem, odbywa się tu Festiwal Filmu i Sztuki „Dwa Brzegi” (koniec lipca – początek sierpnia), który przyciąga kino niezależne i widzów spragnionych czegoś więcej niż repertuar multipleksów.
Spacerując, zatrzymałyśmy się przy synagodze – renesansowej, z XVII wieku. To jeden z ważniejszych śladów wielokulturowej historii miasta. Pamiętajmy, że Kazimierz Dolny był niegdyś znaczącym ośrodkiem handlu i miejscem, gdzie społeczność żydowska stanowiła istotną część mieszkańców. Dziś w dawnej świątyni działa sklepik z judaikami oraz kameralny hotelik.
Z rynku łatwo trafić do galerii sztuki – jest ich tu kilkadziesiąt. W jednej z nich zatrzymałyśmy się dłużej i ostatecznie wyszłyśmy z obrazem lokalnego artysty. Płótno w średnim formacie bez problemu zmieściło się w bagażniku. To jedna z praktycznych zalet tego modelu – mimo sportowej, opadającej linii dachu przestrzeń ładunkowa pozostaje ustawna i wystarczająca nawet na takie spontaniczne zakupy.
Na kazimierskim bruku Enyaq Coupe RS zachowywał się stabilnie i komfortowo tłumił nierówności, a dzięki lekkiej pracy kierownicy i dobrej widoczności bez problemu manewrowałyśmy nim w wąskich uliczkach miasteczka.
Samochód zostawiłyśmy niedaleko rynku. Zwraca on uwagę przechodniów, lecz nie jest ostentacyjny. Nasz egzemplarz w kolorze Mamba Green dobrze wpisywał się w wiosenny krajobraz – intensywna zieleń lakieru kontrastowała z jasnymi elewacjami kamienic.
Będąc w Kazimierzu Donym, warto zajrzeć do Muzeum Nadwiślańskiego, zwłaszcza do Kamienicy Celejowskiej, gdzie zgromadzono cenną kolekcję sztuki. Kilka minut dalej znajduje się Kuncewiczówka – dom Marii i Jerzego Kuncewiczów. Drewniana willa otoczona ogrodem zachowała swój pierwotny charakter. Wnętrza są proste, ale pełne śladów codziennego życia i pracy.To tu właśnie powstały „Dwa księżyce” – literacki portret miasteczka z okresu międzywojennego.
![]()
Oczywiście kupujemy koguty z ciasta (smakiem przypominające chałkę) – symbol Kazimierza. Wypiekane od wieków, dawniej miały przynosić szczęście i powodzenie w handlu. Dziś trafiają do redakcji jako słodki upominek, materialny dowód naszej wyprawy.
Nie zapominamy o przyrodzie! Wąwozy lessowe, jak słynny Wąwóz Korzeniowy Dół, przypominają naturalne korytarze, którymi można uciec od zgiełku. Niedaleko od niego leży Mięćmierz – dawna osada flisacka z drewnianą zabudową i widokiem na rzekę.
Z przystani odpływa prom do Janowca, gdzie na przeciwległym brzegu górują ruiny kolejnego zamku. Wisła w tym miejscu meandruje szeroko, spokojnie, jakby nie spieszyła się do morza. Wzdłuż jej biegu wciąż stoją renesansowe spichlerze – świadectwo dawnego bogactwa miasta.
Na obiad wybrałyśmy się do „Fryzjera”. Można tam spróbować potraw inspirowanych tradycyjną kuchnią żydowską, takich jak czulent – długo duszona potrawa z mięsa, fasoli i kaszy, gęsinę w różnych odsłonach, czy wątróbkę drobiową z cebulą. W karcie często pojawiają się też śledzie przygotowywane na kilka sposobów, rosół z kulkami z macy (kneidlach) czy cymes.
![]()
Na koniec dnia wspinamy się na Górę Trzech Krzyży. Trzy drewniane krzyże ustawiono tu w XVIII wieku jako wotum po epidemii cholery. Panorama rzeczywiście jest bajkowa: Wisła zakręca szeroko, dachy miasteczka układają się w spokojny rytm, a światło chylącego się ku zachodowi słońca, miękko opada na wzgórza.
Wracamy do Warszawy pod wieczór. Enyaq Coupe RS prowadzi się równie pewnie jak rano. Zasięg nie budzi niepokoju, a systemy wsparcia kierowcy dyskretnie czuwają nad trasą. Kiedy ruch na trasie wyraźnie się uspokoił, włączyłyśmy „Wiosnę” Antonio Vivaldiego. Czysty dźwięk płynący z 12 głośników systemu audio wypełnił wnętrze samochodu równomiernie. Bez szumu silnika w tle skrzypce Nigela Kennedy’ego brzmiały niemal namacalnie. Pełne wrażeń po całym dniu w Kazimierzu Dolnym, z zapasem kogutów na tylnym siedzeniu, zanurzyłyśmy się w muzyce. Czuję, że niebawem wrócimy do tego czarodziejskiego miasteczka. Wszak mamy jeszcze do przesłuchania „Lato”, „Jesień” i „Zimę”.
