Wystawy, o których mówiło się w ostatnich latach, miały ze sobą coś wspólnego: żadna nie poprzestawała wyłącznie na tym, żeby być ładna. Pośród nieustannego zalewu obrazów i treści wyzwaniem nie jest pojedynczy efekt wizualny czy zdjęcie, które można opublikować w mediach społecznościowych. Chodzi o to, żeby wciągnąć widza w inny świat. Coraz więcej projektantów to rozumie. Jedną z takich osób jest Dorota Terlecka, autorka aranżacji głośnej w ostatnich miesiącach wystawy „Kwestia kobieca 1550–2025”.
W 2025 roku polskie muzea odwiedziło ponad 46 milionów osób. Cztery lata wcześniej było to zaledwie 25 milionów, jak wskazują dane Głównego Urzędu Statystycznego. To nie jest efekt jednej głośnej wystawy czy pandemicznego odreagowania. To trwały trend, który nie zwalnia. Prym wiodą ekspozycje i muzea prezentujące sztukę – blisko czterech na dziesięciu zwiedzających idzie właśnie tam.
Za tymi liczbami kryje się coś, o czym rzadko się mówi. Ktoś musiał zaprojektować przestrzeń, w której chce się zostać dłużej. Ktoś zdecydował, jak poprowadzić widza przez salę, żeby nie poczuł się zagubiony. Ktoś wybrał, co pokazać najpierw, a co zostawić na koniec. Wystawa nie jest po prostu zbiorem dzieł z podpisami. To środowisko, które ktoś musiał zbudować, żeby widz czuł się w nim w sposób wyjątkowy.
Jedną z takich osób jest Dorota Terlecka z Biuro Kreacja, która projektuje wystawy od pierwszego szkicu po realizację – łącząc przestrzeń, grafikę, konstrukcję i scenografię w jedną całość. W jej portfolio są wystawy bardzo różne w nastroju: pełna koloru ekspozycja „Alicja Wyszogrodzka”, „Polskie projekty, Polscy Projektanci” w Muzeum Miasta Gdyni, efektowna aranżacja „Fangor. Poza obrazem” dla Muzeum Narodowego w Gdańsku czy głośna w ostatnich miesiącach „Kwestia kobieca 1550–2025” w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.
To, co łączy jej realizacje – mimo różnic w skali, temacie i charakterze instytucji – to umiejętność budowania przestrzeni, które budzą emocje i potrafią zatrzymać widza na dłużej.
Uwaga widza jest dziś towarem deficytowym. Czy to zmienia sposób projektowania wystaw?
Dorota Terlecka (Biuro Kreacja): Na pewno. Myślimy o technologii i o tym, jak widzowie korzystają dziś z telefonu na wystawach, jak szybko podejmują decyzję, czy zatrzymać się przy danym obiekcie. Staramy się uwzględnić ich sposób odbioru. Równocześnie mam wrażenie, że tym, co może zainteresować osobę, która przychodzi dziś na wystawę, jest doświadczenie czegoś zupełnie innego niż ekran. Dla osób, które dorastały w świecie cyfrowym, często większe wrażenie robią elementy dotykowe czy operujące światłem.
Paradoksalnie więc tym, co może być najbardziej zaskakujące, jest właśnie możliwość przeżywania wystawy bez ciągłego pośrednictwa telefonu i bez myślenia o tym, jak coś będzie wyglądało na ekranie. Jeszcze kilka lat temu zastanawialiśmy się, czy wystawa powinna mieć instagramowy element, ale dziś wydaje się, że to zdecydowanie za mało.
Najważniejsze jest doświadczenie, coś, co zostaje z widzem na dłużej i zapada w pamięć. Dobrym przykładem jest „Kwestia kobieca 1550-2025”, w której o sukcesie zadecydował przede wszystkim przekaz merytoryczny, nie pojedynczy efekt wizualny”.
Jak trafia się do takiego projektu jak „Kwestia kobieca 1550–2025” i jak wyglądało pierwsze spotkanie z jego skalą?
Dorota Terlecka: Nowe projekty to zazwyczaj efekt splotu różnych wydarzeń. Kiedy poproszono nas o przesłanie portfolio, zastanawiałam się, czy nie powinnam dostosować go do konkretnej instytucji. Ostatecznie zdecydowałam się wysłać pełne portfolio i – jak się okazało – to właśnie bardziej klasyczne wystawy, takie jak „Marzyciele epoki industrialnej” (Muzeum Narodowe w Gdańsku, 2023 rok) czy ekspozycja malarstwa niderlandzkiego (Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku, 2024 rok), zadecydowały o wyborze mojej pracowni.
Odnośnie samej skali. To była żmudna, „mrówcza” praca polegająca na przenoszeniu wszystkich elementów do modelu 3D. Przez wiele miesięcy spotykałyśmy się z kuratorką (Alison M. Gingeras), pracując na modelu i przesuwając poszczególne prace, szukając najlepszego układu i rytmu ekspozycji.
To etap, którego widz właściwie nie dostrzega, a który w przypadku tak dużej wystawy ma kluczowe znaczenie dla jej czytelności i odbioru. Równie ważne są rozmowy z kuratorką dotyczące jej koncepcji i priorytetów.
Co kryje się za kulisami projektowania wystawy? Który etap jest dla Ciebie najciekawszy?
Dorota Terlecka: Początek projektowania to zawsze czytanie scenariusza i listy obiektów. Pierwsze kroki wcale nie są efektowne, musimy samodzielnie zmierzyć miejsce wystawy i na tej podstawie przygotować modele 3D. Na wczesnym etapie szukamy przede wszystkim klucza wizualnego lub materiałowego, który nada całości spójność. To zwykle praca zespołowa, często we współpracy z grafikiem. Potem powstaje projekt koncepcyjny, a po jego akceptacji – projekt wykonawczy wraz z wyceną.
Dla mnie najciekawsze są dwa momenty: etap pracy koncepcyjnej oraz sam montaż, kiedy możemy zobaczyć, jak projekt materializuje się w przestrzeni.
Chodzisz na własne wystawy po otwarciu? Jak się na nich czujesz?
Dorota Terlecka: Często wracam na te wystawy z rodziną albo znajomymi i za każdym razem jest to dla mnie ciekawe doświadczenie. Zwykle nie mam do tych projektów pełnego dystansu – pamiętam wszystkie szczegóły, o które walczyliśmy tygodniami, i przez to trudno mi spojrzeć na całość.
Dopiero patrząc oczami innych, zaczynam dostrzegać skalę tej pracy i znaczenie detali. Często mam poczucie, że coś można było jeszcze poprawić. Właściwie to reakcje innych ludzi pozwalają spojrzeć na projekt w pełni obiektywnie.
Co odróżnia projektanta wystawy od architekta wnętrz albo scenografa?
Dorota Terlecka: Projektowanie ekspozycji muzealnych polega przede wszystkim na wspieraniu ich narracji. Pomagamy opowiadać historię, której autorem jest kurator, przekładając ją na język przestrzeni i doświadczenia widza. To jednak nie jest tylko zabawa formą – to po prostu realny problem projektowy do rozwiązania. Naszym zadaniem jest stworzenie spójnej ekspozycji, która łączy treść, przestrzeń i odbiorcę.
Jak można zacząć projektować wystawy? Gdzie się zdobywa takie doświadczenie?
Dorota Terlecka: W Polsce nie jest to bardzo szeroko rozwinięta specjalizacja. Najbardziej rozbudowane programy związane z projektowaniem wystaw funkcjonują m.in. na ASP w Warszawie, ale podobne pracownie i ścieżki można znaleźć również na innych uczelniach, na przykład we Wrocławiu. Wciąż jest to jednak dość niszowa dziedzina, często realizowana w ramach szerszych kierunków.
Ja ukończyłam wzornictwo przemysłowe, a swoje doświadczenie budowałam w praktyce – ucząc się od innych osób projektujących wystawy oraz podróżując i oglądając wystawy na świecie.
Nie jest to zawód, którego można nauczyć się wyłącznie z podręczników – trzeba być ciekawym, mieć chęć zagłębiania się w nowe tematy, szukania powiązań i uważnego obserwowania otaczającej rzeczywistości.
Jak duże jest to środowisko osób i pracowni projektujących wystawy w Polsce?
Dorota Terlecka: Takich naprawdę dużych biur w Polsce jest zaledwie kilka, a sam rynek nie jest bardzo rozbudowany. Biuro Kreacja nie jest dużą pracownią i nie specjalizujemy się w największych realizacjach.
Nie mam ambicji, żeby koniecznie wchodzić w największe projekty. Myślę, że mała i średnia skala to obszar, w którym jesteśmy w stanie zapewnić najwyższą jakość i pełne zaangażowanie. Jesteśmy niedużym zespołem, dlatego do każdego projektu podchodzimy indywidualnie. Dobrze czuję się w miejscu, w którym jestem.
Muzea zmieniły się w ostatnich latach. Czy zmienił się też zawód projektanta wystaw albo podejście do pracy w tej dziedzinie?
Dorota Terlecka: Ze względu na rozwój technologii mamy dzisiaj na pewno dużo większe możliwości i trudno z nich nie korzystać. Ale staramy się nie robić tego w sposób dominujący, szczególnie w wystawach stałych. Myślę, że wielu odbiorców ma już pewien przesyt technologią, spędzamy z nią dużą część dnia. Dlatego kontakt z czymś materialnym, realnym może być bardziej wartościowy.
Poza tym technologia dosyć szybko się starzeje. Urządzenia, które dziś wydają się nowoczesne, bardzo szybko tracą aktualność, a wystawy (zwłaszcza stałe) nie są przecież aktualizowane co roku. To sprawia, że rozwiązania technologiczne wymagają szczególnej ostrożności i przemyślenia. Bliższe mi są rozwiązania haptyczne, związane z fizycznym doświadczeniem przestrzeni.
Czytaj też:
Gdynia Miasto Otwarte 2025 – dwa dni spotkań z architekturą, ekologią i sztuką
Twoje realizacje to bardzo różne instytucje – od MSN, poprzez Muzeum II Wojny Światowej, po Muzeum Emigracji. Jak odnajdujesz się w tak zróżnicowanych tematach?
Dorota Terlecka: Bardzo lubię tę różnorodność. Projektowanie ekspozycji dla różnych muzeów i instytucji kultury oznacza każdorazowo inną historię i nowe wyzwania. To pozwala nam się rozwijać i uczyć przy każdym projekcie. Traktuję to jako możliwość pracy w różnych konwencjach – od klasycznych ekspozycji muzealnych po bardziej współczesne formy prezentacji sztuki.
Co trudniej zaprojektować – wystawę, która ma trwać dekadę czy taką, która znika po pięciu miesiącach?
Dorota Terlecka: Na pewno trudniejsze jest projektowanie ekspozycji stałych, ponieważ wymagają myślenia w dłuższej perspektywie, trzeba zastanowić się, co przetrwa próbę czasu. Choć dziś wiemy, że nawet stałe ekspozycje po 10–12 latach wymagają zmian, to ważne jest, aby przez ten okres nadal wyglądały dobrze i pozostawały interesujące dla widzów. To oznacza konieczność stosowania bardziej uniwersalnych i trwałych rozwiązań. Z kolei przy scenografii wystaw czasowych możemy pozwolić sobie na większą swobodę.
Częściej pojawiają się tam rozwiązania bardziej eksperymentalne, mniej trwałe materiały czy odważniejsze gesty projektowe. Ta efemeryczność daje więcej możliwości i przestrzeni na coś zaskakującego.
Czy Biuro Kreacja pracuje obecnie nad jakąś wystawą?
Dorota Terlecka: W tym roku otwieramy nasz projekt ekspozycji stałej dla Muzeum Gdańska – Muzeum Poczty Polskiej. Wcześniej zapraszamy do Muzeum Miasta Gdyni na wystawę poświęconą malarstwu Kazimierza Ostrowskiego – „Kachu Totalny. Sztuka Kazimierza Ostrowskiego”.
Zajmujemy się obecnie także projektami dla Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN oraz Muzeum Emigracji w Gdyni, więc dzieje się naprawdę dużo.
Czytaj też:
To miasto przyciąga artystów – jak Gdynia zmieniła ich życie i twórczość. Debata „Wprost”Czytaj też:
Zobacz wystawy, które poruszają serce i umysł. Biuro Kreacja z nagrodami Sybilla 2024

