Polska architektura osiągnęła poziom, który pozwala jej konkurować z najlepszymi pracowniami w Europie. Największym problemem nie jest już jakość projektowania, lecz sposób podejmowania decyzji, tempo inwestycji i odpowiedzialność za przestrzeń. O zmianach zachodzących w architekturze, przyszłości biur, sztucznej inteligencji i miast projektowanych z myślą o człowieku rozmawiamy z Bartoszem Trzopem, założycielem pracowni Trzop Architekci.
Magda Grefkowicz: W ostatnich latach polska architektura przeszła ogromną transformację. Jak dziś oceniłby Pan jej kondycję? Jest dobrze, czy wciąż nadrabiamy zaległości wobec Europy Zachodniej?
Bartosz Trzop: Jestem architektem od 2003 roku i miałem szczęście obserwować transformację polskiej architektury od samego początku swojej kariery zawodowej. Przez ponad dwie dekady widziałem, jak zmieniały się nasze miasta, sposób projektowania i oczekiwania inwestorów. Dlatego z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że dziś możemy mówić o polskiej architekturze bez kompleksów.
Przez lata powtarzaliśmy, że nadrabiamy zaległości wobec Europy Zachodniej, ale ten etap mamy już w dużej mierze za sobą. W ciągu ostatnich dwóch dekad, szczególnie od wejścia Polski do Unii Europejskiej, nasze miasta przeszły imponującą transformację. Potwierdzeniem tego są nie tylko międzynarodowe publikacje i nominacje do Nagrody Unii Europejskiej im. Miesa van der Rohe, ale również codzienne opinie zagranicznych partnerów i turystów odwiedzających Polskę. Coraz częściej słyszymy, że nasze miasta są nowoczesne, czyste, zielone i dobrze zaprojektowane.
Wystarczy spojrzeć na takie realizacje w Warszawie jak Elektrownia Powiśle, Browary Warszawskie, Fabryka Norblina czy Centrum Praskie Koneser. To projekty, które przywróciły miastu historyczne miejsca, stworzyły wysokiej jakości przestrzenie publiczne i stały się nowymi centrami życia mieszkańców. Pokazują, że polska architektura potrafi dziś łączyć szacunek dla historii z odważnym, nowoczesnym projektowaniem.
Zmienia się również sposób myślenia indywidualnych inwestorów. Jeszcze kilkanaście lat temu wielu marzyło o domu nawiązującym do tradycyjnego dworku. Dziś klienci oczekują nowoczesnej, minimalistycznej architektury z dużymi przeszkleniami, funkcjonalnym układem i rozwiązaniami, które będą dobrze służyć przez kolejne dekady. Dom coraz częściej postrzegany jest jako długoterminowa inwestycja w jakość życia, a nie wyłącznie symbol statusu.
Oczywiście nadal mamy wyzwania. Wciąż obserwujemy zjawisko niekontrolowanej suburbanizacji, a jakość planowania przestrzennego nie zawsze nadąża za tempem rozwoju. Jednocześnie cieszy mnie, że wyciągnęliśmy również wnioski z błędów przeszłości. Po okresie tzw. betonozy coraz większą wagę przykładamy do zieleni, retencji wody i jakości przestrzeni publicznych. Zieleń przestała być dodatkiem do architektury – stała się jednym z jej podstawowych budulców.
Dlatego uważam, że największym wyzwaniem polskiej architektury nie jest już jakość projektowania. Jest nim jakość decyzji podejmowanych wokół architektury – umiejętność myślenia o budynkach i miastach w perspektywie kolejnych pokoleń, a nie tylko kosztu ich realizacji.
![]()
„Dlatego powiedziałbym, że największym wyzwaniem polskiej architektury nie jest już jakość projektowania. Jest nim jakość decyzji podejmowanych wokół architektury”.
Czy polscy inwestorzy stali się bardziej świadomi niż dekadę temu? Czy zmieniły się ich oczekiwania wobec architekta?
Bartosz Trzop: Zdecydowanie tak. Myślę, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat świadomość inwestorów wzrosła bardziej niż przez wcześniejsze dwie dekady. Dotyczy to zarówno inwestorów komercyjnych, jak i prywatnych.
Dziś rozmowa o architekturze bardzo rzadko zaczyna się wyłącznie od wyglądu budynku. Inwestorzy pytają o elastyczność przestrzeni, efektywność energetyczną, koszty utrzymania, trwałość zastosowanych materiałów czy możliwość dostosowania obiektu do zmieniających się potrzeb. Szczególnie w projektach biurowych pandemia pokazała, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak za dziesięć czy dwadzieścia lat będzie wyglądał model pracy. Dlatego projektowanie musi zakładać możliwość zmian funkcji i łatwej adaptacji budynku w przyszłości.
Zmieniło się również podejście do budżetu. Dziś inwestorzy znacznie częściej analizują całkowity koszt życia budynku, a nie tylko koszt jego realizacji. To bardzo dobra zmiana, ponieważ pozwala podejmować bardziej racjonalne decyzje projektowe.
Równocześnie zmieniła się rola architekta. Nie jesteśmy już wyłącznie autorami koncepcji i estetyki budynku. Coraz częściej jesteśmy partnerami inwestora i doradcami, którzy prowadzą go przez cały proces – od pierwszych analiz, przez optymalizację kosztów, koordynację międzybranżową i zarządzanie ryzykiem, aż po realizację inwestycji.
Czasem pół żartem mówię, że jednym z najważniejszych programów architekta nie jest już program do rysowania jak np. Autocad, ale Excel. Za każdą decyzją projektową stoją bowiem konkretne liczby, harmonogram, budżet i odpowiedzialność za powodzenie całej inwestycji. Dobra architektura powstaje wtedy, gdy uda się połączyć kreatywność z dyscypliną projektową i ekonomią przedsięwzięcia.
![]()
„Kreatywność bez odpowiedzialności za budżet i proces pozostaje tylko koncepcją. Rolą współczesnego architekta jest połączenie wizji z precyzją inżynierską”.
Co jest dziś największym problemem polskiej architektury: presja kosztów, niedobór czasu, przepisy, a może brak długofalowego myślenia o zagospodarowaniu przestrzeni?
Bartosz Trzop: Największym wyzwaniem nie są dziś ani koszty, ani nawet same przepisy. Oczywiście system prawny wymaga dalszego uporządkowania i większej przewidywalności. To jeden z ważnych wniosków płynących również z tegorocznego Kongresu Architektury Polskiej i zaprezentowanej tam „Karty Warszawskiej”, która słusznie zwraca uwagę na potrzebę lepszego planowania przestrzennego i budowania długofalowej polityki architektonicznej państwa. Te postulaty są mi bardzo bliskie.
Z perspektywy praktyka powiedziałbym jednak, że największym problemem jest dziś tempo procesu inwestycyjnego. Oczekujemy coraz lepszej architektury, bardziej zaawansowanych technologicznie budynków i coraz wyższej jakości przestrzeni, a jednocześnie próbujemy projektować je w coraz krótszym czasie. Tymczasem dobra architektura wymaga dialogu, koordynacji wielu branż i czasu na podejmowanie przemyślanych decyzji.
Dobrym przykładem jest projekt biurowca realizowanego w trybie przyspieszonym, gdzie skrócono etap koncepcji i koordynacji międzybranżowej. W efekcie już na etapie budowy pojawiły się kolizje instalacji z konstrukcją, konieczne były kosztowne zmiany, a część rozwiązań funkcjonalnych została uproszczona kosztem komfortu użytkowników. To pokazuje, że zbyt szybkie tempo nie tylko nie oszczędza czasu, ale często obniża jakość i generuje dodatkowe problemy.
Współczesny budynek jest niezwykle złożonym organizmem. Nad jednym projektem pracują architekci, konstruktorzy, projektanci instalacji, specjaliści od akustyki, oświetlenia, technologii, bezpieczeństwa pożarowego czy certyfikacji środowiskowych. Tego procesu nie da się przyspieszyć bez wpływu na jakość końcowego efektu.
Dlatego uważam, że powinniśmy odejść od myślenia o architekturze jako o koszcie i terminie realizacji, a zacząć postrzegać ją jako proces tworzenia wartości. Dobry projekt nie powstaje przypadkiem. Jest efektem czasu, współpracy i odpowiedzialności wszystkich uczestników inwestycji.
![]()
Bo o jakości architektury decyduje nie tylko talent projektanta, ale również jakość całego procesu, który prowadzi do jej powstania.
„Architektura jest efektem procesu. Jeżeli proces jest dobry, dobra architektura jest jego naturalną konsekwencją”.
Wiele mówi się o kryzysie jakości przestrzeni publicznych. Czy Pana zdaniem polskie miasta uczą się już projektowania z myślą o człowieku, czy nadal dominują wskaźniki ekonomiczne?
Bartosz Trzop: Myślę, że w ostatnich latach nastąpiła bardzo wyraźna zmiana sposobu myślenia o przestrzeniach publicznych. Coraz rzadziej projektujemy je wyłącznie jako układ ulic, placów czy ciągów komunikacyjnych. Coraz częściej stają się one miejscami spotkań, odpoczynku i budowania lokalnych społeczności. Miasto nie jest przecież zbiorem budynków – jest przede wszystkim siecią relacji między ludźmi.
Odeszliśmy od myślenia, że wysokiej jakości przestrzeń publiczna to przede wszystkim estetyczna nawierzchnia z kamienia. Po doświadczeniach związanych z tzw. betonozą coraz większą wagę przykładamy do zieleni, retencji wody, zacienienia, małej architektury i tworzenia miejsc, w których po prostu chce się przebywać. Zieleń przestała być dodatkiem do architektury – stała się jednym z jej podstawowych budulców.
Szczególnie dobrze widać to w rozwoju projektów mixed-use, które łączą funkcje mieszkaniowe, biurowe, usługowe, gastronomiczne i kulturalne. Takie miejsca żyją przez cały dzień i stają się naturalnymi centrami lokalnych społeczności. Miałem przyjemność współtworzyć Centrum Praskie Koneser – jedno z pierwszych tak kompleksowych założeń mixed-use w Warszawie. Już na etapie projektowania bardzo dużo rozmawialiśmy nie tylko o samej architekturze budynków, ale przede wszystkim o tym, jak stworzyć miejsce, które będzie żyło również po godzinach pracy. Efektem są ogólnodostępne place i dziedzińce, otwarte przez całą dobę, które dziś naturalnie integrują mieszkańców, pracowników, rodziny z dziećmi i turystów. Z perspektywy czasu uważam, że właśnie takie myślenie stało się jednym z fundamentów współczesnego projektowania miasta.
Pozytywne zmiany obserwujemy również w projektach realizowanych przez samorządy. Dobrym przykładem jest przebudowa Placu Pięciu Rogów w Warszawie czy kolejne modernizacje ulic i placów, które coraz częściej poprzedzane są szerokimi konsultacjami społecznymi. Widać, że miasta coraz uważniej słuchają mieszkańców i projektują z myślą o ich codziennym komforcie.
Jednocześnie uważam, że musimy zachować zdrowy rozsądek. Dobre miasto powinno być dostępne dla wszystkich jego użytkowników. Piesi, rowerzyści, pasażerowie komunikacji publicznej, ale również kierowcy nie są wobec siebie konkurencją – bardzo często są tą samą osobą w różnych momentach dnia. Rolą urbanistyki nie jest wybór jednej grupy kosztem drugiej, lecz znalezienie równowagi pomiędzy mobilnością, jakością przestrzeni publicznych i potrzebami mieszkańców.
To jest szczególnie ważne w centrach miast. Jeżeli stworzymy przestrzeń atrakcyjną wyłącznie dla turystów, a trudną do codziennego życia, istnieje ryzyko, że stali mieszkańcy zaczną je opuszczać. W wielu europejskich miastach obserwujemy już skutki takiego procesu. Prawdziwym celem nie jest więc stworzenie pięknego deptaka, lecz miasta, w którym ludzie chcą mieszkać, pracować i spędzać czas przez wiele lat.
![]()
„Dlatego uważam, że największym sukcesem współczesnej urbanistyki jest tworzenie miejsc, które każdego dnia dobrze służą ludziom”.
Architekci wiele mówią nie tylko o estetyce, ale również o zdrowiu i dobrostanie użytkowników. Czy to chwilowy trend, czy trwała zmiana filozofii projektowania?
Bartosz Trzop: Jestem przekonany, że nie jest to chwilowy trend, ale jedna z najważniejszych zmian w sposobie myślenia o architekturze, jaka dokonała się w ostatnich latach. Coraz lepiej rozumiemy, że budynki wpływają nie tylko na nasze samopoczucie, ale również na zdrowie, koncentrację, kreatywność i jakość życia. Architektura przestała być wyłącznie sztuką projektowania przestrzeni – stała się narzędziem wspierania człowieka.
Najlepiej widać to w projektowaniu biur. Po pandemii wiele osób zastanawiało się, czy biura w ogóle będą jeszcze potrzebne. Dziś wiemy, że są potrzebne, ale ich rola się zmieniła. Nie mogą być już jedynie miejscem wykonywania obowiązków. Muszą oferować środowisko pracy, którego nie jesteśmy w stanie odtworzyć w domu – zdrowe, komfortowe i sprzyjające współpracy.
To właśnie dlatego tak dużego znaczenia nabrały standardy certyfikacji WELL, które koncentrują się nie na samym budynku, lecz na człowieku. Oceniają jakość powietrza, dostęp do światła dziennego, komfort akustyczny, jakość wody, ergonomię, możliwość aktywności fizycznej czy wpływ przestrzeni na zdrowie psychiczne i dobrostan użytkowników. To bardzo ważna zmiana filozofii projektowania.
W praktyce oznacza to projektowanie biur z odpowiednią ilością świeżego powietrza, wysokim komfortem akustycznym, zróżnicowanymi miejscami pracy, przestrzeniami do współpracy i wyciszenia oraz obecnością zieleni i elementów biofilicznych. Wszystkie te rozwiązania mają jeden cel – stworzyć środowisko, w którym człowiek czuje się dobrze.
To nie jest wyłącznie korzyść dla pracownika. To klasyczna sytuacja win-win. Jeżeli pracownik dobrze czuje się w miejscu pracy, jest bardziej zaangażowany, bardziej kreatywny i efektywniejszy. Korzysta na tym zarówno on sam, jak i pracodawca. Dlatego coraz więcej firm traktuje inwestycję w jakość środowiska pracy nie jako koszt, lecz jako inwestycję w swój najcenniejszy zasób – ludzi.
Myślę, że to właśnie będzie kierunek rozwoju architektury w najbliższych latach. Będziemy coraz mniej mówić o samych budynkach, a coraz więcej o ludziach, którzy z nich korzystają. Bo ostatecznie nie projektujemy ścian, stropów i elewacji. Projektujemy codzienne doświadczenia człowieka.
![]()
„Dawniej pytaliśmy, jak powinien wyglądać budynek. Dziś najpierw pytamy, jak człowiek ma się w nim czuć”.
Pracownia Trzop Architekci realizuje projekty dla największych firm i organizacji. Jak zmieniły się biura po pandemii? Czy nadal są miejscem pracy, czy raczej przestrzenią budowania relacji i kultury organizacyjnej?
Bartosz Trzop: Pandemia całkowicie zmieniła sposób, w jaki myślimy o biurach. Dziś ich największą wartością nie są już biurka ani liczba stanowisk pracy. Są nią relacje, współpraca i kultura organizacyjna, których nie da się zbudować wyłącznie podczas wideokonferencji.
Po okresie pracy zdalnej wiele firm przekonało się, że technologia doskonale wspiera wykonywanie indywidualnych zadań, ale nie zastąpi spontanicznych rozmów, wymiany doświadczeń, kreatywnych spotkań czy poczucia przynależności do zespołu. Dlatego obserwujemy wyraźny powrót pracowników do biur. Nie oznacza to jednak powrotu do biur sprzed pandemii. Ich rola zmieniła się w dużym stopniu.
Dziś biuro musi być miejscem, do którego chce się przyjść. Musi wspierać zdrowie i dobrostan pracowników, oferować wysoki komfort pracy oraz różnorodne przestrzenie dostosowane do różnych sposobów wykonywania obowiązków. Nie wszyscy pracujemy w ten sam sposób. Jedni najlepiej koncentrują się w otwartym środowisku pracy, inni potrzebują ciszy i odosobnienia. Dlatego współczesne biura oferują strefy współpracy, focus roomy, budki akustyczne, mniejsze sale spotkań oraz przestrzenie sprzyjające zarówno pracy indywidualnej, jak i zespołowej. To właśnie założenia neurodesignu – projektowania uwzględniającego różnorodność sposobów myślenia i pracy – coraz częściej wyznaczają kierunek rozwoju nowoczesnych środowisk pracy.
Jednocześnie standardem stały się rozwiązania wspierające zdrowie użytkowników – odpowiednia jakość powietrza, światła, akustyki, ergonomii czy obecność zieleni. Nie projektujemy ich dlatego, że są modne. Projektujemy je dlatego, że wiemy, iż mają realny wpływ na samopoczucie, koncentrację i efektywność ludzi.
Nie bez znaczenia pozostaje również technologia. Wideokonferencje i praca hybrydowa zostaną z nami na stałe, dlatego nowoczesne biuro musi być przygotowane do płynnej współpracy osób obecnych na miejscu i pracujących zdalnie. To już nie dodatek, lecz podstawowy element projektowania.
Powiedziałbym więc, że biuro przestało być miejscem, do którego przychodzimy pracować. Dziś przychodzimy do niego przede wszystkim po to, czego nie daje nam praca zdalna – po relacje, współpracę, wymianę wiedzy i budowanie kultury organizacyjnej. To one są dziś największą wartością dobrze zaprojektowanego miejsca pracy.
![]()
„Architektura biur nie konkuruje dziś z domem. Ona oferuje coś, czego dom zaoferować nie może – obecność drugiego człowieka”.
Czy obserwuje Pan powrót pracowników do biur, czy może projektowanie przestrzeni hybrydowych staje się nowym standardem?
Bartosz Trzop: Zdecydowanie obserwujemy powrót pracowników do biur i jest to trend, który wyraźnie nasilił się w ciągu ostatnich dwóch lat. Bezpośrednio po pandemii wiele organizacji eksperymentowało z różnymi modelami pracy, ponieważ nikt nie wiedział, jak będzie wyglądał świat za kilka lat. Dziś firmy dysponują już własnymi doświadczeniami i analizami, które pozwalają podejmować bardziej świadome decyzje.
Widzimy, że model całkowicie zdalny sprawdza się jedynie w nielicznych przypadkach. W większości organizacji standardem stała się praca hybrydowa, przy czym proporcje wyraźnie przesuwają się w stronę większej obecności w biurze. Jeszcze dwa–trzy lata temu najczęściej spotykaliśmy model dwóch dni w biurze i trzech dni pracy zdalnej. Dziś dominują rozwiązania trzy plus dwa, cztery plus jeden, a niektóre firmy decydują się również na pełny powrót do biura.
Nie wynika to wyłącznie z potrzeby organizacji pracy. Coraz więcej pracodawców dostrzega, że innowacyjność, wymiana wiedzy, rozwój młodszych pracowników i budowanie kultury organizacyjnej znacznie łatwiej rozwijają się wtedy, gdy ludzie regularnie spotykają się w jednej przestrzeni.
To oczywiście stawia przed architektami nowe wyzwania. Biuro nie może być miejscem, do którego pracownik przychodzi z obowiązku. Musi oferować wartość, której nie zapewnia praca z domu – komfortowe warunki, możliwość współpracy, dostęp do nowoczesnych technologii i przestrzenie wspierające różne style pracy.
Potwierdzają to również nasze doświadczenia projektowe. W ostatnich latach realizowaliśmy biura dla największych międzynarodowych organizacji, m.in kancelarii prawnych oraz globalnych firm z sektora nieruchomości. Bardzo dobrym przykładem są nowe biuro CMS oraz biuro CTP na najwyższych kondygnacjach Varso Tower. Jednym z głównych celów inwestora było stworzenie miejsca, które realnie zachęci pracowników do powrotu. Dziś obserwujemy, że biuro jest intensywnie wykorzystywane i tętni życiem. To najlepszy dowód na to, że dobrze zaprojektowana przestrzeń może skutecznie wspierać powrót ludzi do biura.
„To właśnie jest dla architekta największa nagroda – zobaczyć, że zaprojektowana przestrzeń naprawdę zmienia sposób, w jaki ludzie pracują, spotykają się i budują relacje. Wtedy wiemy, że to, co robimy, ma sens i po prostu działa”.
Jakie błędy najczęściej popełniają dziś inwestorzy, planując nowe budynki lub przestrzenie pracy?
Bartosz Trzop: Na szczęście obserwuję, że inwestorzy popełniają dziś coraz mniej błędów niż jeszcze kilka lat temu. Rynek bardzo dojrzał. Jeżeli jednak miałbym wskazać najczęstszy problem, to nie dotyczy on samej architektury. Dotyczy procesu podejmowania decyzji.
Mówiąc o przykładzie projektów biurowych często zdarza się, że negocjacje dotyczące wyboru budynku i podpisania umowy najmu trwają tak długo, iż na etap projektowy pozostaje zaledwie kilka tygodni. Tymczasem dobrze przygotowany projekt wymaga czasu. Musimy dokładnie poznać organizację, sposób pracy zespołów, model biznesowy firmy oraz jej plany rozwoju. Dopiero wtedy jesteśmy w stanie zaprojektować biuro, które będzie elastyczne i będzie dobrze funkcjonowało nie tylko w dniu otwarcia, ale również za pięć czy dziesięć lat.
Drugim wyzwaniem jest właściwe planowanie budżetu. Na szczęście również tutaj obserwujemy dużą poprawę. Coraz więcej inwestorów współpracuje z doświadczonymi firmami od project management’u oraz angażuje architektów już na wczesnym etapie procesu. Dzięki temu możliwe jest realistyczne oszacowanie kosztów i uniknięcie sytuacji, w której na końcu inwestycji trzeba rezygnować z ważnych elementów projektu lub szukać oszczędności kosztem jakości.
W przypadku większych inwestycji deweloperskich zdarzają się również sytuacje, w których inwestor próbuje wprowadzać istotne zmiany do projektu już po uzyskaniu pozwolenia na budowę lub nawet w trakcie realizacji. Jeżeli takie decyzje nie są poprzedzone rzetelną analizą prawną i projektową, mogą prowadzić do bardzo poważnych komplikacji administracyjnych oraz opóźnień.
Dlatego od lat powtarzam, że architekt powinien uczestniczyć w inwestycji od samego początku, a nie dopiero wtedy, gdy wszystkie najważniejsze decyzje zostały już podjęte. Rolą architekta jest nie tylko projektowanie budynku, ale również sprawdzanie ryzyk związanych z danym procesem projektowym i pomaganie inwestorowi w podejmowaniu właściwych decyzji na każdym etapie procesu.
Bo większość problemów na budowie nie zaczyna się na budowie. Zaczyna się znacznie wcześniej – przy stole, podczas podejmowania decyzji. A architektura jest efektem procesu. Jeśli proces jest dobry, dobra architektura jest jego naturalną konsekwencją.
![]()
Czy zrównoważone projektowanie w Polsce stało się już standardem, czy wciąż jest bardziej deklaracją marketingową niż praktyką?
Bartosz Trzop: W sektorze nieruchomości komercyjnych zrównoważone projektowanie przestało być hasłem marketingowym. Stało się standardem. Dziś praktycznie trudno wyobrazić sobie nowy biurowiec klasy A, centrum logistyczne czy hotel, który nie byłby projektowany zgodnie z wymaganiami certyfikacji LEED lub BREEAM. To nie jest już kwestia wizerunku inwestora, lecz oczekiwań rynku, najemców, instytucji finansowych oraz regulacji wynikających z polityki klimatycznej i wymagań ESG.
W ostatnich latach bardzo wyraźnie zmieniło się również podejście samych inwestorów. Coraz częściej patrzą oni na budynek w całym jego cyklu życia – analizują koszty eksploatacji, zużycie energii, ślad węglowy czy trwałość zastosowanych materiałów. To pokazuje, że zrównoważony rozwój przestał być modą. Stał się elementem odpowiedzialnego zarządzania inwestycją.
Co ciekawe, podobną zmianę obserwujemy również w budownictwie jednorodzinnym. Jeszcze kilka lat temu rozwiązania takie jak gruntowe pompy ciepła, instalacje fotowoltaiczne czy magazyny energii były traktowane jako rozwiązania premium. Dziś coraz częściej stają się standardem. Wynika to zarówno z większej świadomości ekologicznej inwestorów, jak i z rosnącej potrzeby niezależności energetycznej oraz racjonalnego myślenia o kosztach użytkowania domu w perspektywie wielu lat.
Jednocześnie warto pamiętać, że zrównoważone projektowanie to znacznie więcej niż zastosowanie nowoczesnych technologii. To sposób myślenia o architekturze od pierwszego szkicu aż po wieloletnie użytkowanie budynku. Obejmuje odpowiedzialne gospodarowanie energią, wodą i materiałami, ale również projektowanie przestrzeni zdrowych, trwałych i elastycznych.
Bo prawdziwie zrównoważony budynek jest dobry jednocześnie dla środowiska, dla użytkownika i dla inwestora. Dopiero połączenie tych trzech elementów sprawia, że możemy mówić o architekturze naprawdę odpowiedzialnej.
![]()
„A najbardziej ekologiczny budynek to ten, którego nie trzeba będzie za dwadzieścia lat przebudowywać ani wyburzać”.
Architektura i technologia są nierozerwalnie związane. Jak sztuczna inteligencja i nowe narzędzia cyfrowe zmienią pracę architektów w najbliższych pięciu latach?
Bartosz Trzop: Powiedziałbym nawet, że to nie jest pytanie o najbliższe pięć lat. Ta zmiana dzieje się już tu i teraz. W naszej pracowni korzystamy z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji od około dwóch lat, a w ostatnim roku ich rozwój i wpływ na codzienną pracę wyraźnie przyspieszyły.
Najbardziej widoczne jest to w sposobie prezentowania projektów. Dzięki nowym narzędziom znacznie szybciej przygotowujemy wizualizacje, animacje i materiały, które pomagają klientom lepiej zrozumieć projekt jeszcze przed rozpoczęciem realizacji. To ogromna zmiana w komunikacji z inwestorem.
Jednak moim zdaniem jeszcze ważniejsze jest to, co dzieje się po stronie procesu projektowego. Od kilku lat rozwijamy w pracowni zespół BIM i projektujemy w środowisku cyfrowym, które pozwala znacznie lepiej koordynować wszystkie branże. Wdrożyliśmy również nowoczesne platformy do planowania przestrzeni biurowych, dzięki którym możemy w bardzo krótkim czasie przygotować różne warianty funkcjonalne, przeanalizować ich wpływ na budżet, przeprowadzić wirtualny spacer po projektowanej przestrzeni oraz usprawnić wymianę informacji pomiędzy inwestorem, projektantami, project managerem i wykonawcą. Jeszcze kilka lat temu przygotowanie takich analiz zajmowało dni, a czasem tygodnie. Dziś możemy wykonać część z nich już w ciągu godziny i od razu wspólnie z inwestorem podejmować świadome decyzje projektowe.
Sztuczna inteligencja nie zastępuje jednak architekta. Przejmuje przede wszystkim zadania powtarzalne, analityczne i czasochłonne. Dzięki temu architekt może poświęcić więcej czasu na rozmowę z klientem, zrozumienie jego potrzeb, tworzenie koncepcji oraz rozwiązywanie problemów, które nadal wymagają doświadczenia, intuicji i kreatywności.
Jednocześnie nie wierzę, że sztuczna inteligencja przejmie odpowiedzialność za projekt. Na końcu każdej inwestycji ktoś musi podjąć decyzję, wziąć odpowiedzialność za bezpieczeństwo, funkcjonalność i jakość przestrzeni oraz podpisać się pod nią swoim nazwiskiem. Tego nie zrobi algorytm.
Dlatego uważam, że przyszłość nie należy do architektów albo sztucznej inteligencji. Przyszłość należy do architektów, którzy potrafią mądrze wykorzystywać sztuczną inteligencję. Bo technologia nie zastępuje dobrego architekta – pozwala mu być jeszcze lepszym. Natomiast odpowiedzialność za architekturę zawsze pozostanie ludzka.
![]()
„Sztuczna inteligencja może podpowiedzieć rozwiązanie. Ale odpowiedzialność za architekturę zawsze pozostanie ludzka”.
Czy obawia się Pan, że AI odbierze część kompetencji architektom, czy raczej pozwoli im skupić się na bardziej kreatywnych aspektach pracy?
Bartosz Trzop: Nie obawiam się sztucznej inteligencji. Obawiałbym się raczej tego, gdyby architekci nie chcieli nauczyć się z niej korzystać.
Każda rewolucja technologiczna zmieniała sposób naszej pracy – od deski kreślarskiej, przez CAD, aż po BIM. Sztuczna inteligencja jest kolejnym etapem tej ewolucji. Uważam, że przejmie wiele zadań powtarzalnych i analitycznych, dzięki czemu architekci będą mogli poświęcić więcej czasu temu, co w naszym zawodzie najważniejsze – rozmowie z klientem, tworzeniu koncepcji i rozwiązywaniu złożonych problemów projektowych.
Natomiast są obszary, których AI nie zastąpi. Empatia, zrozumienie potrzeb ludzi, odpowiedzialność za podejmowane decyzje i doświadczenie zdobywane przez lata pozostaną domeną człowieka. To właśnie one decydują o jakości architektury.
Dlatego nie pytam, czy sztuczna inteligencja zastąpi architektów. Pytam raczej, którzy architekci nauczą się najlepiej wykorzystywać jej możliwości.
Patrząc na młode pokolenie architektów – czego dziś najbardziej im brakuje, a jakie kompetencje mają lepiej rozwinięte niż ich poprzednicy?
Bartosz Trzop: Uważam, że młode pokolenie architektów ma ogromny potencjał. Są znakomicie przygotowani do pracy z nowoczesnymi technologiami, bardzo szybko uczą się nowych programów i swobodnie poruszają się w środowisku cyfrowym. W wielu obszarach ich kompetencje technologiczne są już dziś wyższe niż były u mojego pokolenia na początku kariery zawodowej.
Jednocześnie architektura pozostaje zawodem, w którym doświadczenia nie da się przyspieszyć. Dobry architekt nie powstaje wyłącznie przed ekranem komputera. Powstaje również na budowie, podczas koordynacji międzybranżowej, rozmów z wykonawcami, rozwiązywania problemów technicznych i podejmowania setek decyzji, których nie znajdziemy w żadnym podręczniku.
Często powtarzam młodym architektom, że nawet najlepszy program nie zastąpi samodzielnego myślenia. Doskonałym przykładem jest BIM. To fantastyczne narzędzie, ale ono nie projektuje za architekta. Pomaga wykrywać kolizje, jednak najpierw ktoś musi zaprojektować budynek w sposób przemyślany. Jeżeli projekt jest źle przygotowany, technologia pokaże tysiące kolizji. Jeżeli jest dobrze przemyślany, pozostaną jedynie pojedyncze kwestie do rozwiązania. Technologia wspiera doświadczenie, ale go nie zastępuje.
Gdybym miał wskazać jedną kompetencję, której młodzi architekci powinni poświęcić najwięcej uwagi, byłaby nią cierpliwość. Nie dlatego, że brakuje im talentu – wręcz przeciwnie. Dlatego, że architektura jest zawodem, w którym wiedza dojrzewa razem z kolejnymi projektami i kolejnymi realizacjami. Tego procesu nie da się skrócić.
Każdy zrealizowany budynek uczy architekta więcej niż dziesiątki godzin spędzonych przed komputerem. I myślę, że właśnie to pozostaje najpiękniejszą cechą naszego zawodu.
![]()
„Programy można opanować w kilka miesięcy. Doświadczenie zdobywa się latami. W architekturze nie ma skrótów”.
Architektura od zawsze była odbiciem kondycji społeczeństwa. Co współczesne polskie budynki mówią dziś o nas samych?
Bartosz Trzop: Myślę, że współczesna polska architektura bardzo dobrze pokazuje historię naszego kraju z ostatnich trzydziestu kilku lat. Jestem architektem od 2003 roku, ale pamiętam również Polskę lat dziewięćdziesiątych. Skala zmian, jaka dokonała się od czasu transformacji ustrojowej, a później po wejściu do Unii Europejskiej, jest wręcz niezwykła.
Patrząc na nasze miasta, widzę przede wszystkim społeczeństwo ambitne, odważne i otwarte na rozwój. To społeczeństwo, które w bardzo krótkim czasie przeszło ogromną drogę i nadal chce się rozwijać. Widać to w jakości nowych budynków, przestrzeni publicznych, infrastruktury, komunikacji miejskiej czy rewitalizacji dawnych terenów przemysłowych. Architektura stała się odzwierciedleniem naszych aspiracji.
Co ciekawe, coraz częściej słyszymy to również od zagranicznych gości. Przyjeżdżając do Polski, zwracają uwagę nie tylko na nowoczesną architekturę, ale również na czystość miast, jakość przestrzeni publicznych i wysoki standard nowych inwestycji. W wielu obszarach – od jakości infrastruktury, standardy techniczne nowych budynków, po dostępności dla osób z niepełnosprawnościami – nie tylko dorównaliśmy krajom Europy Zachodniej, ale często projektujemy według jeszcze wyższych standardów.
Myślę jednak, że najciekawsza zmiana zaszła nie w samej architekturze, lecz w naszym sposobie myślenia. Coraz częściej oczekujemy od budynków czegoś więcej niż tylko funkcjonalności. Chcemy, aby były trwałe, dobrze zaprojektowane, przyjazne człowiekowi i otaczającej go przestrzeni. To pokazuje, jak bardzo wzrosły nasze aspiracje i świadomość jakości.
Dlatego nie powiedziałbym, że współczesna polska architektura opowiada historię o doganianiu Zachodu. Ona opowiada historię społeczeństwa, które uwierzyło, że zasługuje na najwyższą jakość życia.
I myślę, że właśnie to jest najpiękniejsza zmiana, jakiej byliśmy świadkami przez ostatnie trzy dekady.
![]()
„Architektura zawsze jest lustrem społeczeństwa. A patrząc dziś na polskie miasta, widzę społeczeństwo, które nadal jest ambitne, głodne rozwoju i nie boi się myśleć odważnie o swojej przyszłości”.
Jakich zmian najbardziej potrzebuje polska branża architektoniczna, aby skutecznie konkurować z najlepszymi pracowniami w Europie?
Bartosz Trzop: Uważam, że polscy architekci już dziś nie ustępują kompetencjami najlepszym pracowniom w Europie. Udowadniamy to zarówno jakością realizowanych projektów, jak i obecnością w międzynarodowych konkursach czy współpracą z globalnymi inwestorami. Jeżeli więc chcemy jeszcze skuteczniej konkurować z najlepszymi, nie powinniśmy skupiać się wyłącznie na samych architektach. Powinniśmy poprawiać warunki, w jakich powstaje architektura.
Bardzo bliskie są mi postulaty zawarte w Karcie Warszawskiej, będącej efektem tegorocznego Kongresu Architektury Polskiej. Mówią one między innymi o potrzebie uporządkowania systemu planowania przestrzennego, większej przewidywalności przepisów oraz traktowania architektury jako dobra publicznego. Myślę, że właśnie w tym kierunku powinniśmy podążać.
Z perspektywy przedsiębiorcy prowadzącego pracownię architektoniczną zwróciłbym uwagę również na jeszcze jeden aspekt – ekonomię projektowania. Dobra architektura wymaga czasu, doświadczonych ludzi i nowoczesnych narzędzi. Jeżeli chcemy tworzyć projekty na najwyższym europejskim poziomie, musimy stworzyć warunki, które pozwolą pracowniom inwestować w rozwój zespołów, technologie, BIM, sztuczną inteligencję czy szkolenia. To działa dokładnie tak samo jak w każdej innej nowoczesnej branży.
Dlatego uważam, że niezwykle ważna jest również dyskusja o standardach wynagradzania za usługi projektowe. Nie dlatego, że architekci chcą więcej zarabiać. Dlatego, że odpowiedzialna architektura wymaga odpowiedzialnego finansowania. Jeżeli oczekujemy wysokiej jakości projektów, musimy zapewnić odpowiedni czas i środki na ich przygotowanie. Nie da się projektować lepiej, szybciej i jednocześnie coraz taniej.
Pandemia pokazała nam jeszcze jedną ważną rzecz. Stabilne, dobrze zarządzane pracownie architektoniczne są bardziej odporne na kryzysy i mogą konsekwentnie inwestować w rozwój, zamiast koncentrować się wyłącznie na przetrwaniu. To przekłada się bezpośrednio na jakość projektów, które później trafiają do naszych miast.
Jestem przekonany, że przyszłość polskiej architektury nie zależy wyłącznie od talentu architektów. Zależy od tego, czy stworzymy warunki, w których ten talent będzie mógł w pełni się rozwijać.
![]()
„Bo dobra architektura nie powstaje wyłącznie dzięki kreatywności. Powstaje tam, gdzie kreatywność spotyka się z odpowiedzialnością, czasem i odpowiednimi warunkami do pracy”.
Gdyby miał Pan wskazać jedno zjawisko, które w najbliższej dekadzie najmocniej wpłynie na architekturę, co by to było?
Bartosz Trzop: Gdybym miał wskazać jedno zjawisko, byłaby nim bez wątpienia sztuczna inteligencja. I nie dlatego, że zastąpi architektów. Jestem przekonany, że największa zmiana będzie dotyczyła sposobu, w jaki projektujemy i podejmujemy decyzje.
Już dziś widzimy, jak szybko rozwijają się narzędzia wspierające analizę danych, projektowanie, koordynację międzybranżową czy komunikację z inwestorem. To dopiero początek. W najbliższych latach proces projektowy stanie się znacznie szybszy, bardziej precyzyjny i lepiej oparty na danych. Będziemy mogli analizować większą liczbę wariantów, szybciej oceniać ich wpływ na koszty, środowisko czy komfort użytkowników oraz podejmować lepsze decyzje projektowe.
Nie oznacza to jednak, że sztuczna inteligencja zastąpi architekta. Wręcz przeciwnie. Im większe możliwości będą dawały nowe technologie, tym większego znaczenia nabiorą doświadczenie, intuicja i odpowiedzialność człowieka. Bo ostatecznie ktoś musi zdecydować, które rozwiązanie jest najlepsze – nie tylko z punktu widzenia algorytmu, ale przede wszystkim człowieka.
Myślę, że za dziesięć lat architekci nadal będą projektować budynki. Zmieni się natomiast sposób wykonywania naszego zawodu. Wiele czynności, które dziś zajmują godziny czy dni, będzie realizowanych w ciągu kilku minut. Dzięki temu będziemy mogli poświęcić więcej czasu temu, co jest w architekturze najcenniejsze – rozmowie z inwestorem, zrozumieniu potrzeb użytkowników oraz tworzeniu miejsc, które będą dobrze służyły ludziom przez dziesięciolecia.
Galeria:
Realizacje Trzop Architekci
Technologia będzie rozwijać się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Ale jestem przekonany, że najważniejszym narzędziem architekta nadal pozostanie umiejętność odpowiedzialnego podejmowania decyzji. To właśnie ona zawsze będzie odróżniała dobrego architekta od dobrego algorytmu. Technologia będzie rozwijać się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Ale odpowiedzialność za architekturę zawsze pozostanie ludzka.
Czytaj też:
Szymon Wojciechowski: „Dobra architektura nie zależy od tego, ile się buduje” Czytaj też:
Przeciwnicy odbudowy pałacu Saskiego: „To wydmuszka, carska architektura”. Autorzy projektu: „Nie można po wsze czasy epatować pustką!”

