„Nie miałam planu B”. Jak ilustratorka stworzyła rozpoznawalną markę?

„Nie miałam planu B”. Jak ilustratorka stworzyła rozpoznawalną markę?

Dodano: 
Matylda Daktyl w swoim żywiole: przy stole, wśród mazaków, kredek i farb. To tutaj powstają jej charakterystyczne portrety, balansujące między realizmem a swobodą dziecięcej kreski
Matylda Daktyl w swoim żywiole: przy stole, wśród mazaków, kredek i farb. To tutaj powstają jej charakterystyczne portrety, balansujące między realizmem a swobodą dziecięcej kreski Źródło: Dom WPROST.pl / Piotr Banasik / Banan studio
Zrezygnowała z etatu w środku pandemii, nie mając oszczędności ani planu awaryjnego. Dziś Matylda Daktyl jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych polskich ilustratorek, ma na koncie ponad tysiąc portretów, książki dla dzieci i współprace z instytucjami kultury. Opowiada o twórczości, mieszkaniu-pracowni i życiu w rytmie własnej intuicji.

Zaczęło się od spontanicznej decyzji i garści kredek. Bez planu awaryjnego, bez oszczędności i bez pewności, że się uda. Dziś Matylda Daktyl ma na koncie ponad tysiąc portretów, trzy książki dla dzieci, współprace z instytucjami kultury i własne projekty artystyczne. Jej ilustracje balansują między realizmem a dziecięcą swobodą, a charakterystyczny styl trudno pomylić z jakimkolwiek innym. O pracy, mieszkaniu będącym jednocześnie pracownią oraz o sile intuicji rozmawiamy z artystką, której prace ilustrują także ten numer „Home & Design”.

Dom, pracownia i setki portretów. Tak mieszka i tworzy Matylda Daktyl

„W ciągu jednego dnia postanowiłam odejść”

Magda Grefkowicz: Nie zawsze rysowałaś zawodowo. Studiowałaś judaistykę i pracowałaś przy wystawach. Jak wyglądał moment przejścia „na swoje”?

Matylda Daktyl: Z natury jestem impulsywna, więc decyzja o przejściu na swoje także należała do tych spontanicznych. W muzeum rozwinęłam graficzne umiejętności i estetyczną wrażliwość. Nauczyłam się również współpracować z wymagającym klientem. Po blisko trzech latach pracy zadecydowałam właściwie w ciągu jednego dnia, że chcę budować coś własnego.

Dom, pracownia i setki portretów. Tak mieszka i tworzy Matylda Daktyl

Ostatnia wystawa, którą kuratorowałam, była poświęcona Janowi Marcinowi Szancerowi. Moje projekty graficzne przeplatały się z jego twórczością. Wystawa okazała się sukcesem i właśnie wtedy zamarzyłam o stworzeniu długofalowego autorskiego projektu Matyldy Daktyl.

Dom, pracownia i setki portretów. Tak mieszka i tworzy Matylda Daktyl

Pamiętasz moment, kiedy pomyślałaś: „to może się udać”?

W zasadzie od początku – bardzo naiwnie – nie zakładałam innego scenariusza. Odeszłam z pracy w środku pandemii, nie mając oszczędności ani gwarancji, że będę miała dokąd wrócić.

Dom, pracownia i setki portretów. Tak mieszka i tworzy Matylda Daktyl

Moje ilustratorskie początki zbiegły się z ratowaniem własnego zdrowia psychicznego. Rysowanie i terapia, w równie intensywnych dawkach, stały się fundamentem mojej marki osobistej. Nie miałam planu B. Dziś jestem wdzięczna sobie sprzed pięciu lat za tę odwagę, choć wiem też, jak wiele szczęścia wtedy miałam.

Od pierwszego portretu do setek zamówień

Jak wyglądały pierwsze zlecenia?

Od początku publikowałam w mediach społecznościowych wszystkie swoje twórcze próby, wierząc, że kiedyś ktoś nazwie moje rysunki ilustracjami. Ku mojemu zaskoczeniu pierwszy portret wrzucony na Instagram przyciągnął pierwszych klientów. Efekt kuli śnieżnej sprawił, że stworzyłam ich już ponad tysiąc.

Później zaczęły pojawiać się zlecenia komercyjne – najpierw barterowe, później płatne. Po pierwszym roku pracy dostałam zlecenie na książkę dla dzieci, projektowałam okładki kalendarzy, tworzyłam grafiki na opakowania kawy.

Dziś mam na koncie trzy książki dla dzieci, współprace z największymi polskimi instytucjami kultury, ilustracje dla marek obecnych na całym świecie, autorską kolekcję kubków oraz własne plakaty i kartki sprzedawane w concept store'ach. Mimo tego rozwoju portrety nadal pozostają trzonem mojej działalności.

Dom, pracownia i setki portretów. Tak mieszka i tworzy Matylda Daktyl

„Lubię, gdy kolorowa ilustracja opowiada o poważnych sprawach”

Twój styl jest bardzo charakterystyczny. To był świadomy kierunek?

Trudno mówić o świadomym planowaniu stylu, kiedy rzucasz pracę i wydajesz ostatnie pieniądze na kredki. Wiedziałam jednak, co mnie inspiruje i co sprawia mi przyjemność.

Moje prace są pograniczem sztuki naiwnej, dziecięcych feerii barw, prostych form i dbałości o detal. Lubię tworzyć dysonans – kiedy kolorowa, celowo nieco infantylna ilustracja komentuje bardzo poważny artykuł albo społeczny problem.

Uwielbiam moment, w którym słowo i ilustracja stają się nierozłączne.

Dom, pracownia i setki portretów. Tak mieszka i tworzy Matylda Daktyl

Papier najpierw, komputer później

Tworzysz głównie ręcznie. Co daje ci taka praca?

Moje ilustracje powstają dwuetapowo. Najpierw rysuję na papierze. Lubię kontakt z analogowymi materiałami, brudne od farb dłonie i emocje, które pojawiają się przy pustej kartce.

Dopiero później skanuję rysunek i przenoszę go do programu graficznego. Tam mogę budować kolaże, wzmacniać kolory czy wprowadzać poprawki niemożliwe do wykonania na papierze.

Dom, pracownia i setki portretów. Tak mieszka i tworzy Matylda Daktyl

Talerze zamiast kartek

Skąd pomysł na malowanie ceramiki?

Po pięciu latach tworzenia na papierze poczułam potrzebę zmiany. Chciałam zaproponować odbiorcom coś, czego nie wygeneruje sztuczna inteligencja, coś bardziej materialnego i użytkowego.

Inspiracją były domowe galerie ścienne z ceramiką. Okazało się, że nie trzeba mieć własnej manufaktury, by tworzyć autorskie talerze. Specjalne farby do szkła i porcelany pozwalają po wypaleniu stworzyć przedmiot, który może zarówno służyć przy stole, jak i zdobić ścianę.

Czytaj też:
Wymyślono go w więzieniu, dziś kosztuje nawet 10 tys. zł. Historia fotela – ikony stylu boho

Najtrudniejsze jest podobieństwo

Co jest trudniejsze w portretach: uchwycenie charakteru czy podobieństwa?

Zdecydowanie podobieństwo. Rysuję analogowo, bez kalek i odrysowywania zdjęć. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że każdy z nas widzi siebie inaczej, niż widzą go inni.

Dlatego poprawki są naturalną częścią procesu i zawsze wykonuję je bezpłatnie. Chcę, żeby klient przez lata patrzył na swój portret z przyjemnością.

Dom, pracownia i setki portretów. Tak mieszka i tworzy Matylda Daktyl

„Coś się święci”, czyli święci, których można polubić

Skąd pomysł na markę „Coś się święci”?

To odpowiedź na potrzebę rynku. Pięć lat temu oferta dla dzieci związana z tematyką religijną była dość ograniczona i często mało atrakcyjna wizualnie.

Razem z mężem i przyjaciółką postanowiliśmy stworzyć świętych, którzy będą bliżsi dzieciom i bardziej oswojeni. Chcieliśmy odejść od pompatycznych przedstawień i pokazać bohaterów, których po prostu da się lubić.

Kraków, który inspiruje

Co najbardziej karmi cię twórczo w Krakowie?

Mieszkam na Starym Mieście i bardzo doceniam bliskość Plant, Bulwarów Wiślanych czy Parku Jordana. Kraków lubię przede wszystkim za zieleń.

Regularnie spacerujemy z psem po Błoniach, w Parku Krakowskim czy wzdłuż Rudawy. Uwielbiam też Lasek Wolski i Aleję Wędrowników prowadzącą do modernistycznej kawiarni ukrytej w lesie.

Macie swoje ulubione miejsca?

Tak. Często bywamy w Szalej Cafe, Ramen People, Café Lisboa czy Bun Bakery. To miejsca, do których wracamy nie tylko dla jedzenia, ale też dla atmosfery.

Czytaj też:
Najbardziej znana kawiarka na świecie i to od ponad 90 lat

Dom i pracownia pod jednym dachem

Wasze mieszkanie jest jednocześnie przestrzenią do życia i pracy. To wygodne?

Dla nas bardzo. Dzielę pracownię z mężem, który jest fotografem. Pracujemy o różnych porach, przeplatamy obowiązki spacerami z psem, spotkaniami ze znajomymi i codziennym życiem.

Nie mamy problemu z oddzielaniem pracy od domu. Wręcz przeciwnie – te dwa światy naturalnie się przenikają. Uwielbiamy późne śniadania w kuchni czy popołudniowe drzemki na kanapie. Takie przerwy pomagają odzyskać energię do pracy twórczej.

Jasne mieszkanie w modernistycznej kamienicy

Co przekonało was do tego mieszkania?

To mieszkanie w modernistycznej kamienicy z początku XX wieku. Zachwyciła nas przede wszystkim przestrzeń między salonem a sypialnią, połączona dwuskrzydłowymi drzwiami.

Ogromne znaczenie mają też narożne okna i ilość światła. To jedno z najjaśniejszych mieszkań, jakie widziałam. Dla twórcy i dla zdrowia psychicznego ma to ogromne znaczenie.

Dom, pracownia i setki portretów. Tak mieszka i tworzy Matylda Daktyl

Wnętrze tworzone powoli

Lubicie urządzać mieszkanie etapami?

Zdecydowanie. Nie przepadam za wnętrzami wypełnionymi wyłącznie zabudową meblową. Wolę powolne wyszukiwanie perełek na pchlich targach czy portalach z używanymi rzeczami.

W naszym domu obok wysokiego designu stoją przedmioty z drugiej, trzeciej, a czasem nawet dziesiątej ręki.

Masz jakiś filtr przy wyborze rzeczy do domu?

Tak. Jeśli na widok przedmiotu serce zaczyna bić szybciej, wiem, że powinien trafić do naszego mieszkania. To dokładnie to samo uczucie, które mam, kiedy siadam przed pustą kartką papieru i kompletem kredek.

Czytaj też:
Definicja dolce vita – realizacja numeru w nowym Home & Design
Czytaj też:
Powolne wrześniowe poranki. Celebrujmy je z włoską marką Alessi

Źródło: Dom WPROST.pl