Żółte kwiaty, zimozielone pędy i odporność na suszę sprawiły, że przez lata sadzono go jako roślinę ozdobną. Dziś kolcolist zachodni budzi jednak zupełnie inne emocje. W wielu krajach świata uchodzi za jeden z najbardziej problematycznych gatunków inwazyjnych. W Polsce jego uprawa i rozprzestrzenianie podlegają ścisłym ograniczeniom, a przepisy przewidują bardzo wysokie kary. Problem polega na tym, że wokół tej rośliny narosło też sporo uproszczeń i półprawd. Sprawdziłam, co rzeczywiście mówią naukowcy i obowiązujące przepisy.
Czytaj też:
Dwa razy się zastanów, zanim posadzisz. Z nimi są same kłopoty
Niewinny krzew, który potrafi przejąć cały krajobraz
Kolcolist zachodni (Ulex europaeus), nazywany też janowcem kolczastym, pochodzi z Europy Zachodniej. W naturalnym środowisku tworzy zwarte, trudne do sforsowania zarośla. Problem zaczyna się wtedy, gdy trafia poza obszar swojego naturalnego występowania. W Australii, Nowej Zelandii, Chile czy części Stanów Zjednoczonych uznano go za jeden z najbardziej ekspansywnych gatunków krzewów.
Nieprzypadkowo. Ta roślina rośnie szybko, produkuje ogromne ilości nasion i bardzo dobrze radzi sobie na ubogich glebach. Co więcej, nasiona potrafią zachować zdolność kiełkowania nawet przez kilkadziesiąt lat. W praktyce oznacza to, że raz zaniedbany teren może pozostawać źródłem nowych siewek przez długi czas.
Badacze zwracają uwagę, że kolcolist zmienia warunki siedliskowe i ogranicza rozwój rodzimych gatunków roślin. Szczególnie niebezpieczny jest na terenach otwartych, wrzosowiskach i suchych murawach.
Czytaj też:
Sąsiedzi pytają, co to za krzew. Wiosną czerwony, latem zielony, jesienią znów płonie kolorem
Dlaczego kolcolist budzi obawy także strażaków?
To aspekt, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko. Kolcolist zawiera dużą ilość łatwopalnych olejków eterycznych i suchej biomasy. W krajach o gorącym klimacie wielokrotnie wskazywano go jako roślinę zwiększającą ryzyko gwałtownego rozprzestrzeniania się pożarów.
W Nowej Zelandii czy Kalifornii zwarte zarośla kolcolistu bywają określane wręcz jako „zielone paliwo”. W czasie suszy krzew bardzo łatwo się zajmuje ogniem i intensywnie płonie. To jeden z powodów, dla których lokalne służby środowiskowe prowadzą programy jego zwalczania.
W Polsce zagrożenie pożarowe nie jest aż tak duże jak w klimacie śródziemnomorskim, ale wraz z coraz częstszymi suszami i falami upałów problem może narastać.
Czy naprawdę grozi milion złotych kary?
Tu warto oddzielić sensacyjny przekaz od realnych przepisów. W Polsce kwestie dotyczące inwazyjnych gatunków obcych regulują przepisy wdrażające unijne rozporządzenie nr 1143/2014 oraz ustawa o gatunkach obcych.
Kary rzeczywiście mogą być bardzo wysokie. Dotyczą jednak przede wszystkim świadomego przetrzymywania, rozmnażania, sprzedaży lub celowego wprowadzania do środowiska gatunków uznanych za szczególnie niebezpieczne. Maksymalne sankcje administracyjne mogą sięgać nawet miliona złotych, ale są stosowane w najpoważniejszych przypadkach.
W praktyce właściciel działki, który przypadkowo odkryje pojedynczy egzemplarz rośliny i podejmie działania usuwające, nie jest traktowany tak samo jak podmiot świadomie handlujący zakazanym gatunkiem.
Czytaj też:
Obierz 5 ziemniaków i podlej piwonie. Ogrodnicy pokazują trik na spektakularne kwitnienie
To bardzo ważne rozróżnienie, bo nagłówki sugerujące automatyczną „karę za krzak” zwyczajnie upraszczają rzeczywistość.
Co zrobić, gdy kolcolist pojawi się na działce?
Przede wszystkim nie warto panikować. Najważniejsze jest szybkie działanie i niedopuszczenie do rozsiewania nasion.
W przypadku młodych egzemplarzy najlepiej usuwać roślinę mechanicznie razem z korzeniami. Starsze krzewy bywają trudniejsze do likwidacji, ponieważ silnie się rozrastają i łatwo odrastają po przycięciu.
Warto pamiętać o kilku zasadach:
• nie kompostować nasion ani kwitnących pędów,
• nie wyrzucać resztek roślinnych do lasu lub na nieużytki,
• usuwać krzew przed okresem intensywnego rozsiewania,
• regularnie kontrolować miejsce po usunięciu rośliny.
Przy większych skupiskach najlepiej skontaktować się z lokalnym wydziałem ochrony środowiska lub regionalną dyrekcją ochrony środowiska.
Czytaj też:
Ostatni moment na oprysk drzew owocowych. Ten zabieg zatrzyma robaki, zanim zniszczą plony
Inwazyjne gatunki to problem większy niż jeden krzew
Od kilku lat obserwuję, że w polskich ogrodach coraz częściej pojawiają się rośliny modne, egzotyczne i reklamowane jako „bezobsługowe”. Część z nich rzeczywiście dobrze znosi suszę czy słabą glebę, ale jednocześnie potrafi wymknąć się spod kontroli.
Właśnie dlatego naukowcy coraz mocniej podkreślają znaczenie odpowiedzialnego ogrodnictwa. Ogród nie jest zamkniętą wyspą. Rośliny przenikają poza granice działek, a skutki tych zmian odczuwa cały krajobraz – od owadów zapylających po rodzime gatunki krzewów i drzew.
Czytaj też:
Posypałam bukszpan tym proszkiem z kuchni. Gąsienice ćmy bukszpanowej zniknęły po dobieCzytaj też:
Pojawiła się w ogrodzie? Większość bierze ją za mysz, a to jadowity drapieżnik
