Kiedyś to było. Wigilia za Gierka: karp w wannie, choinka na balkonie

Kiedyś to było. Wigilia za Gierka: karp w wannie, choinka na balkonie

Dodano: 
Święta Bożego Narodzenia w PRL-u wspominamy z nostalgią
Święta Bożego Narodzenia w PRL-u wspominamy z nostalgią Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe
Jak wyglądały święta Bożego Narodzenia w PRL-u? Karp w wannie, choinka na balkonie, porządki z Trybuną Ludu i bombki z historią. Nostalgiczna opowieść, ciekawostki i wspomnienia.

Boże Narodzenie w czasach PRL-u miało swój niepowtarzalny rytm, zapach i smak. Dla jednych to sentymentalna podróż do dzieciństwa, dla innych – niemal egzotyczna opowieść o świecie bez nadmiaru, za to z ogromną wyobraźnią. Choć półki sklepowe świeciły pustkami, a wszystko wymagało kombinowania, święta wcale nie były szare. Wręcz przeciwnie – były intensywne, rodzinne i pełne emocji, których dziś często nam brakuje.

Przygotowania do świąt w PRL-u: karp w wannie i choinka na balkonie

Świąteczne przygotowania zaczynały się na długo przed Wigilią. Nie dlatego, że tak nakazywała tradycja, lecz z czystej konieczności. Trzeba było „wystać swoje” – w kolejkach po mąkę, cytrusy, czekoladę i obowiązkowego karpia. Ten ostatni był prawdziwym bohaterem grudnia. Kupowany żywy, często kilka dni przed Wigilią, trafiał… do wanny. Dla dzieci był niemal domowym pupilem, karmionym i obserwowanym z fascynacją, a jego późniejszy los bywał pierwszą poważną lekcją dorosłości.

Żywy ogień na plastikowej choince w czasach PRL-u nie był specjalnym problemem

Choinka z folii trudnozapalnej

Bardzo wiele dekoracji choinkowych dzieci robiły samodzielnie podczas lekcji ZPT

Bombki zdobione były ręcznie

Bombki vintage – każda z nich miała swoją symbolikę

Stary typ lampek choinkowych

Święta w PRL-u. Dziadek Mróz wpadał do przedszkoli, szkół oraz żłobków i robił sobie zdjęcie z każdym dzieci. Spotkanie z przebierańcem generowało wielki stres

Choinka także nie pojawiała się w domu wcześniej niż w Wigilię. Do tego czasu stała na balkonie, owinięta sznurkiem lub gazetą, czekając na wielki moment. Balkon pełnił zresztą funkcję dzisiejszej spiżarni – przechowywano tam mięso, ciasta i garnek z bigosem, bo lodówki były małe, a zima skutecznie chłodziła zapasy.

Czytaj też:
Masz takie bombki w domu? Kolekcjonerzy płacą za nie fortunę. Jak rozpoznać prawdziwe bombki vintage

Świąteczne porządki: Trybuna Ludu, froterowanie i zapach „Buwi”

Porządki przed świętami miały rangę niemal narodowego obowiązku. Mycie okien – nawet przy siarczystym mrozie – było absolutną koniecznością. Do polerowania szyb używano octu i… gazet, najczęściej „Trybuny Ludu”. Ta sama gazeta służyła jako wykładka do kosza na śmieci, bo worki foliowe były towarem deficytowym.

Podłogi froterowało się pastą „Buwi”, a dzieci – zamiast biec na sanki – musiały „jeździć na suknach”, czyli polerować parkiet, sunąc po nim na starych szmatach. Zapach pasty, zmieszany z aromatem pieczonych pierników, dla wielu do dziś jest jednym z najsilniejszych wspomnień świąt.

Dekoracje w czasach Gierka: skromnie, ale z sercem

Choć lata 70. kojarzą się z hasłem „dobrobyt”, świąteczne dekoracje były niezwykle oszczędne. Nie było lampek w oknach, tematycznych tekstyliów ani gotowych zestawów dekoracyjnych. Dom zdobiło się tym, co było pod ręką: jemiołą zawieszoną nad drzwiami, stroikiem z igliwia, czasem wieńcem adwentowym.

Czytaj też:
Minimalistyczne mieszkanie w bieli i drewnie. Zero przepychu, maksimum klimatu na święta

Gwiazda betlejemska pojawiała się rzadko i była prawdziwym luksusem. Znacznie częściej rolę świątecznej ozdoby pełniły naturalne gałązki świerku lub sosny, ustawione w wazonach. Liczył się gest i atmosfera, a nie ilość dekoracji.

Choinka w Polsce Ludowej: bombki z historią i świeczki na gałązkach

Choinka była centrum świątecznego wszechświata. Najczęściej żywa, osadzona w ciężkim metalowym stojaku, który przez resztę roku spoczywał na pawlaczu lub w piwnicy. Coraz popularniejsze stawały się także choinki sztuczne – praktyczne, „nowoczesne” i wieczne.

Bombki były niemal niezmienne przez lata: szklane grzybki, krasnale, szyszki, czasem ptaszki na klipsach. Każda miała swoją historię i swoje miejsce na drzewku. Na gałęziach wisiały także łańcuchy z kolorowego papieru, anielskie włosy z celofanu oraz… kłaczki waty udające śnieg.

Czytaj też:
Trudno w to uwierzyć, ale choinka nie zawsze była w Polsce symbolem świąt

Światełka bywały kapryśne – przepalenie jednej żarówki gasiło cały sznur, co oznaczało długie sprawdzanie każdej z osobna. Często używano też prawdziwych świeczek, przypinanych do gałązek. Dziś brzmi to absurdalnie niebezpiecznie, ale wtedy było normą i elementem świątecznej magii.

Magia bez nadmiaru

Święta w PRL-u nie były idealne ani łatwe. Były jednak pełne rytuałów, wspólnej pracy i radości z drobiazgów. Może właśnie dlatego wspominamy je z takim sentymentem. W świecie niedoboru nauczyliśmy się cieszyć tym, co mamy – zapachem choinki, ciepłem kuchni i chwilą spędzoną razem. I być może to jest lekcja, do której warto dziś wrócić.

Czytaj też:
Świąteczna ozdoba, która truje domowników. Polacy ją uwielbiają
Czytaj też:
Święta tuż-tuż? Tak pozbędziesz się zapachu smażonej ryby z kuchni

Home & Design grudzień 2025
Okładka Home & Design: grudzień 2025
Źródło: Dom WPROST.pl