Położony u podnóża góry Emei resort wyrasta z idei określanej przez autorów jako „architektura ciszy”. Nie chodzi tu o minimalizm rozumiany wyłącznie jako estetyka, lecz o sposób projektowania, który pozwala krajobrazowi odgrywać główną rolę.
Zamiast wyburzać istniejącą zabudowę, architekci przekształcili zaniedbane budynki w kameralny kompleks wypoczynkowy. Dzięki temu projekt wpisuje się w coraz silniejszy światowy nurt adaptacyjnego wykorzystania istniejących obiektów, uznawanego dziś za jedno z najbardziej odpowiedzialnych podejść do projektowania.
Galeria:
ZOLAND·Emei Resort wtapia się w górski krajobraz Emeishan
Układ budynków przypomina niewielką górską osadę. Bryły zostały rozrzucone na zboczu zgodnie z ukształtowaniem terenu, nawiązując do tradycyjnych kamiennych domów regionu. Charakterystyczne dachy dwuspadowe oraz głębokie okapy zyskały współczesną interpretację, zachowując jednocześnie lokalny kontekst.
![]()
Materiały, które opowiadają historię miejsca
Już strefa wejściowa zdradza filozofię projektu. Elewację wykonano z ręcznie fakturowanego betonu, którego chropowata powierzchnia podkreśla trwałość i autentyczność architektury.
Czytaj też:
Za stalową ścianą ukryli czerwony trawertyn. To londyńskie mieszkanie zachwyca detalami
Cały kompleks opiera się na ograniczonej palecie naturalnych materiałów. W restauracji pojawiają się tradycyjne szare dachówki z regionu Leshan, cedrowa konstrukcja stropu oraz łupek pozyskiwany z góry Emei. Dzięki temu wnętrza nie sprawiają wrażenia zaprojektowanych „od nowa”, lecz wydają się naturalnym przedłużeniem otaczającego krajobrazu.
![]()
Równie przemyślane są apartamenty. Budynek z pokojami gościnnymi, wykończony płukanym kamieniem, niemal znika pod zielonym zboczem. Z zewnątrz pozostaje dyskretny, natomiast we wnętrzach ogromne przeszklenia otwierają panoramiczne widoki na góry.
Serce resortu bije wokół kilkusetletniego drzewa
Najbardziej symbolicznym miejscem całego założenia jest centralny dziedziniec. W jego środku rośnie wiekowe drzewo Zhennan, uznawane za najstarsze i najwyższe w dolinie. Otacza je płytkie lustro wody, które wzmacnia efekt wyciszenia i odbija zmieniające się światło.
To właśnie tutaj najlepiej widać, że architektura pełni rolę tła. Najważniejszym bohaterem pozostaje natura, a projekt jedynie pomaga ją dostrzec.
![]()
Granica między wnętrzem a krajobrazem niemal znika
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów resortu są przestrzenie otwarte na otoczenie. W części przeznaczonej do medytacji zastosowano pełnowysokościowe przeszklenia, dzięki którym las dosłownie staje się częścią wnętrza.
Czytaj też:
Japandi w krakowskim apartamencie. 140 m² spokoju plus bonus dla kota
Podobną filozofię widać w łazienkach wykończonych lokalnym czerwonym kamieniem oraz w zewnętrznym basenie kąpielowym. Niecka wyłożona płukanym kamieniem i zielonym granitem wtapia się w górski teren, sprawiając wrażenie naturalnego źródła.
Luksus przyszłości to czas, nie przepych
Twórcy projektu podkreślają, że ZOLAND·Emei Resort powstał wokół idei „wolno płynącego czasu”. W świecie zdominowanym przez nadmiar bodźców architektura ma zachęcać do zwolnienia tempa, uważności i odbudowania relacji z otoczeniem.
To kierunek coraz częściej obecny we współczesnym hotelarstwie premium. Zamiast efektownych form liczy się jakość doświadczenia, odpowiedzialne wykorzystanie istniejącej zabudowy, lokalne materiały oraz projektowanie wspierające dobrostan człowieka.
![]()
ZOLAND·Emei Resort nie próbuje imponować skalą ani widowiskową formą. Jego siła tkwi w umiarze. Studio J. Bridgland (SJB) stworzyło miejsce, które pokazuje, że najlepsza architektura nie zawsze chce być zauważona. Czasem jej największą wartością jest to, że pozwala naprawdę zobaczyć krajobraz.
Czytaj też:
To jedno z najpiękniejszych biur w Polsce. Nic dziwnego, że zdobyło najważniejszą nagrodę Czytaj też:
Zburzyli stary dom, ale o nim nie zapomnieli. Nowoczesny dom w Beskidach zachwyca

