Ewa Rosłoniec-Czobodzińska, artystka i graficzka komputerowa, która lubi zabawne kontrasty i zestawienia. Widać to zarówno w jej kolażach, jak i makietach magazynów, z którymi współpracuje. Z okien jej jasnego i nowoczesnego wnętrza roztacza się widok na dachy praskich kamienic, których stan techniczny pozostawia wiele do życzenia. – I tak jest fajnie, tak jest super! Odnowione, straciłyby całą autentyczność i urok – mówi Ewa, która kocha klimat starej Pragi.
Ewa to artystka, która cały czas balansuje pomiędzy współczesnością a przeszłością. W czasie cofa się najczęściej do drugiej połowy XX wieku. I nie wynika to z nostalgii i tęsknoty za tamtymi czasami. Po prostu estetyka sprzed kilkudziesięciu lat jest jej najbliższa. O fascynacjach estetycznych Ewy świadczą zarówno kolaże (na zdjęciach wyeksponowane na podłodze holu), jak i kolekcje. I zaznaczyć tu trzeba, że jej pasja nie ma nic wspólnego ze zbieractwem. Żaden z przedmiotów w domu Ewy nie jest przypadkowy.
Właścicielka zna ich historię, kulturowe konotacje, a z włączeniem ich do kolekcji wiąże się często anegdotka, która pokazuje upór i determinację właścicielki. Tak było chociażby z kaflem z Łysej Góry, który zdobi ścianę w salonie – zobaczyła go na okopconym kominku knajpy w Tarnowie.
Kolekcja vintage PRL – ciekawostki o zbiorach Ewy
Kafel projektu Bolesława Książka cudem zdobyty i świecznik o imieniu Aldona
– Pojechaliśmy kiedyś na wystawę Jerzego Sachy (rzeźbiarz pracujący dla
wytwórni Kamionka Łysa Góra) zorganizowaną na zamku w Dębnie. Okazało
się, że zakończyła się w piątek, a my pojawiliśmy się tam w sobotę.
Przebłagałam jednak strażnika, wpuścił nas, więc udało nam się obejrzeć
nierozmontowaną jeszcze ekspozycję. Po tej przygodzie postanowiliśmy
przenocować w Tarnowie. Wieczorem wybraliśmy się do knajpy mieszczącej
się w piwnicy kamienicy przy rynku. Była ciemna, dość ponura i czuć w
niej było czasy, kiedy w lokalach można było palić, a wentylacja nie
działała. Zobaczyłam, że wysoko na kominku coś wisi, ale co? Trudno
powiedzieć, tak było zakurzone. Zapytałam właściciela, czy nie
sprzedałby tego dziwnego elementu. Kategorycznie odmówił. Po trzech
piwach, gdy już mieliśmy dość karaoke Abby i chcieliśmy wyjść, jeszcze
raz podeszłam do właściciela i zapytałam: „To jak będzie z tym kaflem?”.
Podstawił drabinę, zdjął i nie chciał za niego ani złotówki! Gdy po
powrocie do domu kafel oczyściłam, okazało się, że to dzieło innego
twórcy Łysej Góry, Bolesława Książka – piękne i kolorowe! Natomiast
świecznik wylicytowałam na aukcji, próbowałam go zidentyfikować, ale bez
skutku. Nie jestem nawet pewna, że to świecznik i do czego służyły
dodatkowe elementy. Spojrzałam rzeźbie w twarz i uznałam, że pasuje do
niej imię Aldona – dodaje Ewa.
Kolekcja szkła artystycznego. Prace Eryki Trzewik-Drost i Zbigniewa Horbowego
Pomarańczowy wazon trafił w ręce Ewy po
wizycie u profesora Zbigniewa Horbowego w Polanicy, gdzie pracowała przy
sesji zdjęciowej i wywiadzie dla miesięcznika „Dobre Wnętrze” – to
urodzinowa niespodzianka od przyjaciół z redakcji. Malutki wazonik Eryki Trzewik-Drost tak się podobał Ewie, że kupiła go mimo
uszkodzenia. Następny nazywa się
„Cyntia” i również jest autorstwa Horbowego, kolejny to „Nygus” Eryki
Trzewik-Drost. Ostatni wazon jest projektem profesora Horbowego.
Figurka Królowej Elżbiety II
Królowa Elżbieta w słoneczne dni pozdrawia poddanych, machając ręką – w
torebce ma baterię słoneczną. Sygnowana Kikkerland, prezent od
przyjaciół.
Myszka Mini, Królik Oswald i Królowa Kier
Na regale stoją maleńkie figurki Myszki Mini i Królika Oswalda (Oswald
the Lucky Rabbit) wymyślonego przez Uba Iwerksa i Walta Disneya do serii
filmów animowanych dystrybuowanych w latach 20. i 30. XX wieku. Trzecia
figurka to Królowa Kier wyprodukowana na stulecie wytwórni Disneya, Ewa
kupiła ją w pakiecie z pozostałymi na bazarku przy Namysłowskiej w
Warszawie. – Trochę się potargowałam, pomógł brak spódniczki i
kapelusika u Myszki Mini, ale nie za bardzo, bo to jednak są
kolekcjonerskie rzeczy – wspomina Ewa. Jedna figurka kosztuje około 25
zł.
Żółte głowy na bieliźniarce
– Bieliźniarka z lat 60. XX wieku jest bardzo praktyczna – mówi Ewa,
która trzyma w niej pościel (śpią z Hubertem w salonie, a rozkładana
kanapa nie ma pojemnika na pościel). Na bieliźniarce stoją wazon
„Izolator” Zbigniewa Horbowego, żółte głowy na klocki Lego (mąż Ewy
trzyma w nich kolekcję kostek Rubika, które namiętnie układa), budzik w
kształcie szturmowca z „Gwiezdnych Wojen”. W głębi jest obraz Iwony
Kobryń (portret Ewy), a przy ścianie lampa „May Day” projektu
Konstantina Grcica.
Ewa Rosłoniec-Czobodzińska pozuje z pop-up bookiem
Ewa kocha pop-up booki, książki z obrazkami, które otwierają się w
trójwymiarowe sceny, sama zresztą zamierza je tworzyć. Na zdjęciu pozuje
z pracą Albera Elbaza dla Lancôme w 2013 roku. – To materiał
promocyjny, który przyszedł do firmy, w której wówczas pracowałam –
wspomina Ewa. – Nikt się na nim nie poznał, a ja aż zapiszczałam z
radości na jego widok!
Ukochany kot Ewy na tle czechosłowackiego zestawu mebli
Dusiołek to kot rasy Devon Rex, jest bardzo zainteresowany designem, ale nigdy niczego nie potłukł i nie zniszczył!
Praca „Związek” Ewy Rosłoniec-Czobodzińskiej
– Kolaż wiszący przy oknie zrobiłam na wystawę w 2019 roku organizowaną w
Czterech Pokojach, czyli kawiarni na Pradze Północ w Warszawie, gdzie
odbywają się koncerty, teatry stolikowe, wystawy itp. – opowiada Ewa. –
Dzień przed ostatecznym wieszaniem prac, nabrałam weny i zrobiłam coś
takiego. Praca nazywa się „Związek”.
Świecznik, który Ewa dostała od profesora Horbowego
Mirella von Chrupek to artystka, którą warszawiacy mogą kojarzyć z
zabawnych scenek, które ustawiała w witrynie reklamowej w bramie
niedaleko placu Zbawiciela. Na zdjęciu jedna z jej prac, tzw. sztucznych
fotografii pt. „Filemona”. Na niej stoi świecznik, który profesor
Zbigniew Horbowy zrobił na warsztatach w Czechosłowacji, prawdopodobnie
są tylko dwa takie egzemplarze. Ewa dostała go w prezencie od autora,
rewanżując mu się kolażem własnej roboty.
Dmuchane ludki przy czechosłowackim stole z lat 60. XX wieku
Wśród osobliwości zbieranych przez Ewę są
dmuchane lale. Na czerwonym krześle siedzi „Ludzik plażowy” autorstwa
znanego projektanta Bartosza Muchy. Ewa kupiła go mężowi na urodziny.
Natomiast „Bokser” pochodzi z wyprzedaży w... Carrefour, kosztował 8 zł.
Dmuchane ludki zasiadają przy czechosłowackim stole Tatra
Nabytok z lat 60. XX wieku i popijają herbatkę z zestawu brydżowego
wyprodukowanego w Chodzieży (Ewa za cały komplet zapłaciła 4 zł, ktoś
sprzedawał różności z ręcznika na placu Szembeka). Krzesła
to „Kangaroo”, projekt Ernst Moeckl z 1968 roku (czerwone) i model
zaprojektowany przez słynne małżeństwo Eamesów, Ray i Charlesa.
Talerz „Telewizor” przedstawiający żyrafy dekoruje ścianę w aneksie kuchennym
Dekoracyjna patera zaprojektowana przez małżeństwo Lucynę i
Kazimierza Kowalskich dla fabryki w Tułowicach, potocznie nazywana
„Telewizorem”. Wersja rzadka, bo pionowa.
Silikonowa lampa i szklany kaczy dziub
– Silikonową lampę z kołnierzem, który można dowolnie kształtować
kupiłam w D2 około 2011 roku, nigdy później podobnej nie widziałam –
opowiada Ewa. Wazony autorstwa Zbigniewa Horbowego dostała w prezencie
od przyjaciół. Jeśli chcecie poszukać zielonego, wpiszcie w wyszukiwarkę
obok nazwiska projektanta hasło „kaczy dziub”.
Część bogatej kolekcji winylowych ludzików
– Czarne ludziki to model „Dunny”, który dla
firmy KidRobot reinterpretują różni artyści (są to limitowane serie).
Natomiast białe z wystającymi zębami nazywają się „Qee” i wypuściła je
firma Toy2r – wyjaśnia Ewa.
Winylowa figurka „Miss November” inspirowana okładką Playboya z lat 70. XX wieku
Figurka z 2008 roku to odwzorowanie okładki Playboya z 1978 roku,
sygnowana KidRobot. Zaprojektował ją amerykański rysownik komiksowy Paul
Pope na podstawie zdjęcia przedstawiającego niemiecką aktorkę Monique
St. Pierre. – Najpierw Hubert, mąż Ewy wylicytował na e-bayu figurkę,
później udało mu się ustrzelić archiwalny numer Playboya – mówi Ewa.
Szklane kafle projektu Zbigniewa Horbowego – unikaty!
Kafle profesor Horbowy zaprojektował w 1987 roku do witraża w kościele
świętej Jadwigi Królowej w Częstochowie. Ewa dostała je od projektanta i na razie używa ich jako
podstawki na owoce, ale w planach ma wybicie dziury w ścianie między
kuchnią a pokojem i wstawienie w nią kafli tak, żeby przeświecały przez
nie promienie słoneczne.
Wazony „Osiołki” Czesława Zubera i popielniczka z Huty Ząbkowice projektu J. S. Drosta
„Osiołki” Czesława Zubera to jeden z tych projektów, które cieszą się
największą popularnością, nie tylko wśród kolekcjonerów, są po prostu
piękne. Ewa ma czerwoną czarkę i średni wazon (jest jeszcze forma
wysoka). Popielniczkę „Wanda” zaprojektował Jan Sylwester Drost. To
szkło najładniej wygląda, gdy pada na nie światło, wydobywając kolory.
Świecący duszek na regale
Winylowy duszek to prezent od siostry, sygnowany marką Radica. Gdy
się nim potrząśnie, świeci w różnych kolorach. Obok pocztówka z wystawy
Iwony Kobryń, jednej z ulubionej malarek Ewy i jednoczenie przyjaciółki.
Naczynie do ikebany – tajemnicze i niepraktyczne
– Ślicznie poszkliwioną ikebanę kupiłam na aukcji internetowej –
opowiada Ewa. – To przedmiot wyłącznie dekoracyjny, kwiatki się w nim
nie trzymają. Nie jest sygnowany, podejrzewam, że pochodzi z Łysej Góry –
dodaje.
Ludziki z dyskontu nie tylko dla dzieci!
Ewa kolekcjonuje najróżniejsze rzeczy,
niekoniecznie muszą być sygnowane nazwiskami wielkich artystów. Ludziki
na przyssawkach pochodzą z... Lidla, dostawało się je za punkty przy
zakupach. Głębiej stoją figurki Lego.
Torebka w formie robota z „Gwiezdnych Wojen” i urodzionowe krzesło
Torebka w kształcie głowy robota
dyplomatycznego C-3PO to jedna z najnowszych zdobyczy Ewy, pochodzi
prawdopodobnie z lat 90. XX wieku. Wisi na oparciu krzesła stolarskiego
projektu Marii Chomentowskiej z 1957 roku. Krzesło Ewa wylicytowała w
internecie, jako prezent dla samej siebie na urodziny. Okazało się, że
jest do odbioru dwa kroki od jej domu przy ulicy Małej na warszawskiej
Pradze Północ w pracowni artysty malarza. Obok krzesła kot Dusiołek,
jeden z trzech futrzanych współlokatorów Ewy i Huberta, najbardziej
zainteresowany designem.
Dekoracja „Nos” wykonana przez artystę Pawła Susida
Historia „Nosa” sięga roku 2003, kiedy w mieszkaniu Ewy odbywała się
sesja zdjęciowa dla magazynu „Cztery Kąty”. Na jej potrzeby artysta
Paweł Susid stworzył kilka dekoracji. „Nos” jednak nie został użyty w
sesji, a żeby nie zawadzał na planie zdjęciowym został gdzieś odłożony.
Ewa niedawno go znalazła i powiesiła na ścianie oddzielającej kuchnię od
pokoju dziennego. Komponuje się z pocztówkami z wystaw, które Ewa
namiętnie zbiera, a potem wkłada za kontakty i włączniki. Na zdjęciu
kartki z wystaw – Miriam Cahn i Iwony Kobryń.
Kolaże autorstwa Ewy Rosłoniec-Czobodzińskiej
Kolaże na podłodze w korytarzu to część pracy dyplomowej Ewy w Wyższej
Szkole Informatyki Stosowanej i Zarządzania, pod auspicjami PAN, na
wydziale grafika. Przygotowała ją pod kierunkiem dr Anny Kłos.
Kolekcja na co dzień – jak zbiory dekorują wnętrze?
Wachlarz zainteresowań Ewy jest dość szeroki. Już od progu mieszkania widzimy fascynację wzornictwem z czasów PRL, z tym że u Ewy pojawiła się ona na długo przed modą na vintage. Wyposażenie salonu to czechosłowacki komplet meblowy Tatra Nabytok. Najważniejsza jest oczywiście witryna z przeszklonymi półkami, jakby stworzonymi do ekspozycji kolekcji zabawnych ludzików i figurek.
Na meblach gospodyni eksponuje także kolorowe szkło vintage. Tu trzeba nadmienić, że jest jego koneserką – większość obiektów to prace profesora Zbigniewa Horbowego (1935-2019), artysty plastyka zajmującego się wzornictwem przemysłowym, twórcy kultowych i poszukiwanych projektów szkła użytkowego. Część z nich to podarunki od samego profesora i jego żony, one oczywiście mają dla kolekcjonerki wartość szczególną.
Czytaj też:
Krystyna Łuczak-Surówka: „Trendy w designie? Trzeba się od nich oderwać”
Wspomniana przy okazji kredensu kolekcja zabawnych figurek ma dłuższy rodowód niż szkło artystyczne, bo sięga przełomu XX i XXI wieku.
– Mieliśmy w rodzinie zwyczaj, że na Wigilię do prezentów dodawaliśmy jakąś zabawną rzecz, coś małego, coś śmiesznego, coś strasznego. Uwielbialiśmy to, a wszyscy bawili się przy tym przednio. Pamiętam jak mój, wówczas osiemdziesięcioletni tata puszczał między półmiskiem karpia w galarecie, a śledzikami nakręcaną gałkę oczną na kurzych łapkach – wspomina miłośniczka kiczowatych gadżetów.
Trzecią kolekcją Ewy jest cały zastęp dmuchanych indywiduów. Jest wśród nich bokser wagi ciężkiej, niewinny Ludzik Plażowy (jeszcze dziecko) i zadziorny Meksykanin. Na co dzień koledzy przechowywani są na płasko w szafce. Hubert (mąż Ewy) dmucha lalki (jakkolwiek by to nie brzmiało), gdy przychodzą goście ciekawscy – tacy jak my lub, gdy rodzina jedzie nad wodę. Trzy koty małżeństwa odnoszą się do nich z rezerwą.
To nie tylko kolekcja przedmiotów, ale też emocji i wspomnień. Kotek Maneki-neko przywieziony przez przyjaciół z podróży po Japonii macha łapką obok porcelanowej figurki, która jakimś cudem przetrwała wojenną tułaczkę dziadków – mówi Ewa Rosłoniec-Czobodzińska.
– Obrazy, dekoracje na ścianach i pocztówki z wystaw za kontaktami zmieniają miejsca, a światło nieustannie prześlizguje się po kolorowym szkle – inne o każdej porze dnia. Pamiętam historię każdej z tych rzeczy. To, czego nie widać, to rozmowy z artystami, kolekcjonerami, sprzedawcami z bazarków na Kole i przy ulicy Namysłowskiej. I nie tylko te o designie i sztuce, ale te zwyczajne – o dzięciole stukającym w belki domu, uratowanym gołębiu, który codziennie przylatuje na porcję pieszczot, czy rocznej koneserce biżuterii – dodaje Ewa.
Ewa Rosłoniec-Czobodzińska – absolwentka pracowni projektowania graficznego pod kierunkiem dr Anny Kłos (WIT Szkoła Wyższa pod auspicjami PAN) i ostatnia dyrektor artystyczna magazynu wnętrzarskiego „Dobre Wnętrze”. Projektuje głównie kolaże abstrakcyjne, choć w jej twórczości pojawiają się także ilustracje i plakaty. Dwukrotnie – w 2019 i 2020 roku brała udział w Międzynarodowej Wystawie Kolażu w Polsce organizowanej przez Galerię Retroawangarda. W Warszawie mieszka od 1990, przeprowadziła się tu z rodzinnego Płońska.
Czytaj też:
Poznajmy gwiazdę polskiego designu. To ona zaprojektowała słynną MuszelkęCzytaj też:
Przytulne wnętrze w modnym stylu japandi. Natura i harmonia