Projekt pracowni NO Architects zaczyna się od kontekstu, który wykracza poza architekturę. Sudety – a szczególnie Góry Orlickie – po 1945 roku niemal opustoszały. Zniknęły całe społeczności, a wraz z nimi lokalna tożsamość.Na stokach pozostały setki opuszczonych domów i siedlisk. Jedno z nich stało się punktem wyjścia dla tej realizacji.
Koniec nostalgii, początek nowego życia
Architekci świadomie odrzucili romantyczną narrację o „utraconym świecie”. Jak podkreślają: „Chcieliśmy zerwać z mitem wiecznie opuszczonego i rozpadającego się regionu”. Zamiast rekonstruować przeszłość, postawili na stworzenie miejsca, które znów tętni życiem – dostępnego dla rodzin, dzieci i użytkowników przez cały rok.
„Siedlisko w Górach Orlickich nie jest rekonstrukcją przeszłości. To świadoma reinterpretacja – oparta na szacunku do miejsca, ale skierowana w przyszłość”.
Radykalna decyzja: najpierw rozbiórka
Proces rozpoczął się od oczyszczenia terenu. Usunięto wszystkie wtórne zabudowania, które przez dekady narastały wokół pierwotnego domu. Zachowano tylko to, co istotne – kamień, strukturę i pamięć miejsca. Nowy program funkcjonalny skondensowano do jednej spójnej bryły. Efekt? Zamiast chaotycznego zespołu powstało jedno, czytelne siedlisko.
Biała architektura w surowym krajobrazie
Najbardziej wyrazistym gestem projektowym jest kolor. Kompleks otrzymał jednolitą, intensywnie białą formę – od stalowych pokryć po żwirowe ścieżki. Stara część budynku została zwieńczona stalową „czapą”, która przechodzi w nową bryłę. Całość spoczywa na fundamencie z lokalnego kamienia. To świadomy kontrast: „godna starość” spotyka się tu z „energią młodości”. Architektura nie odtwarza tu historii. Ona ją dopisuje.
Architektura odporna na warunki
Góry Orlickie należą do najbardziej wymagających regionów klimatycznych. Niskie temperatury, silne wiatry i długie zimy wymusiły konkretne rozwiązania. Budynki zaprojektowano jako trwałe, energooszczędne i łatwe w utrzymaniu. Zastosowano m.in.:
- gruntowy wymiennik ciepła,
- instalację fotowoltaiczną,
- system odzysku wody,
- ogrzewanie podłogowe i kominki akumulacyjne.
To przykład architektury, która nie tylko wygląda, ale przede wszystkim działa.
Technologia ukryta w krajobrazie
Część infrastruktury została ukryta w terenie – w tym budynek gospodarczy z zielonym dachem. Dzięki temu zachowano prostotę kompozycji. Cały kompleks jest zarządzany zdalnie – od oświetlenia po systemy bezpieczeństwa. To odpowiedź na brak miejskiej infrastruktury.
Wnętrza: prostota i odporność
Przestrzenie mieszkalne zaprojektowano z myślą o intensywnym użytkowaniu. To miejsce dla rodzin, dzieci i grup – wnętrza muszą być trwałe, ale przytulne. Minimalistyczne formy, naturalne materiały i ciepłe detale tworzą atmosferę, która sprzyja odpoczynkowi po dniu spędzonym na zewnątrz.
Architektura jako narzędzie zmiany narracji
Projekt NO Architects to coś więcej niż rewitalizacja. To próba zmiany sposobu myślenia o regionie, który przez dekady funkcjonował jako „pusty”. Zamiast podtrzymywać mit opuszczenia, architekci proponują nową opowieść – o miejscu, które znów może być zamieszkane.
No Architects
Pracownię stworzyli Daniela Baráčková i Jakub Filip Novák, obydwoje ukończyli Wyższą Szkołę Rzemiosła Artystycznego w Pradze. Daniela jest artystką, bierze udział w wielu wystawach sztuki współczesnej w Czechach i za granicą. Znana jest głównie z instalacji, obrazów i sztuki wideo. Jest finalistką Nagrody im. Jindřicha Chalupeckiego. Jakub to architekt specjalizujący się w prawie budowlanym. Pracował w IPR Praga, brał udział w opracowywaniu Praskiego Planu Metropolitalnego i Praskich Przepisów Budowlanych.
Czytaj też:
Młoda para wstawiła drewniany dom do starej kamiennej stodoły, żeby zamieszkać blisko babci
Czytaj też:
Romantyzm z pompą ciepła, projekt No Architects
